niedziela, 16 grudnia 2012

I Ty zostań Świętym Mikołajem!




Czy znamy swoich bliskich?
Mówi się, że najlepszy podarunek to taki, który jest dawany prosto z serca i szczerze, gdzie mniej ważna jest cena prezentu a bardziej się liczy intencja, w jakiej został ofiarowany i radość obdarowanego.
Czy znasz dobrze swoich bliskich i czy wiesz o czy marzą i co najbardziej chcieliby dostać?
Może trzeba i sobie spróbować przypomnieć: kiedy to, tak zupełnie bez okazji, dałeś swojej żonie kwiaty, kupiłaś mężowi film, który chciał obejrzeć, ale nie mógł lub kiedy poprosiłeś dzieci, żeby wytłumaczyły ci dlaczego słuchają akurat tej muzyki?
Czasami jesteśmy tak zagonieni, tak przysypani kurzem codziennego zaganiania, że tracimy z oczu naszych bliskich. Dlatego przed udaniem się do sklepów (również tych internetowych) warto przeprowadzić taki mały, świąteczny rachunek sumienia.
Małe dziewczynki marzą o domku dla lalek, kiedyś o lalce Barbii (teraz już nie wiemy). Jankowi Tomaszewskiemu mama kupowała na gwiazdkę piłkę, z którą – jak opowiadał – spał w łóżku aż mógł wyjść na dwór i zagrać, gdy w końcu mrozy ustąpiły.
Trzeba nie tylko poświecić konieczną ilości czasu na poszukiwanie podarunków, ale przedtem na odkrycie prawdziwych potrzeb osoby, którą chcemy obdarować, a to wymaga choćby odrobiny refleksji.
Na początek pytanie: czy dawać w prezencie pieniądze.
Nie jesteśmy za tym rozwiązaniem. Jest to trochę pójście na łatwiznę, na skróty. Jeżeli nie wiemy, co by ucieszyło naszych najbliższych, to jest to dla nas aż za bardzo widoczny znak, że w naszych relacjach coś nie jest tak. Praca jest bardzo ważna, ale nie powinna przesłaniać nam innych spraw, nie powinna aż do tego stopnia absorbować naszego życia, że przestajemy się interesować naszymi bliskimi.
Jakie prezenty są najcenniejsze? Oczywiście te, które sami zrobimy. Jest to widomy sygnał, że nie tylko poświęciliśmy swój czas i energię, ale i że myśleliśmy o obdarowanej osobie. Nie zawsze jednak jesteśmy aż tak uzdolnieni (albo odważni), nie zawsze praca pozwala nam wygospodarować tyle czasu, żeby móc zrobić to, co chcielibyśmy zrobić. Szkoda. Ale jeśli nadarza się tylko możliwość wykonania samemu prezentu – nie odrzucajmy jej. Właśnie te podarunki po latach stają się najcenniejsze i nigdy się nie starzeją.
Dawanie prezentów jest sztuką i tylko częściowo zależy od pieniędzy. Nie zależy też od wieku obdarowywanego – każdy lubi znaleźć coś cieszącego serce pod choinką.
Najważniejsze to znać pragnienia swoich bliskich i pomyśleć przez chwilę, co by ich najbardziej ucieszyło. Bardzo pomaga w doborze odpowiedniego prezentu empatia, czyli umiejętność wyczucia się w emocje innych osób, spojrzenia na sytuację z ich punktu widzenia.
Inna sprawą jest to czy dawać prezenty praktyczne, czy raczej takie bardziej „wymarzone”. Oczywiście idealnie byłoby połączyć jedno z drugim, ale nie zawsze jest to możliwe. W każdym razie trzeba pamiętać, że cechą dobrego prezentu, tak i każdej udanej niespodzianki, jest to, że jest w jakiejś mierze zaskakująca, nieoczekiwana. Jeśli zawsze dawałeś prezenty praktyczne, to może warto, abyś w nadchodzące święta (odrobinę) zaszalał? Jeśli dawałeś żonie na kolejne rocznice ślubu, gwiazdki zawsze zestawy garnków, noży to może w tym roku coś z zupełnie innego i może coś wyjątkowego, np. coś z kosmetyków?
Wystarczy, że zorientujesz się, co używa bliska Ciebie osoba i postarasz się kupić coś z „półki wyżej”. Dlatego warto i spróbować podpytać się znajomych, poszperać w Internecie a także pójść do sklepu i nie bać się spytać sprzedawcy. Pamiętaj, że nie zdziwią się są oni twoimi pytaniami; jest okres świąteczny a oni są specjalnie szkoleni w udzielaniu takich odpowiedzi.
Tu jednak rada: odłóż w portfelu taką kwotę, na którą możesz sobie pozwolić. Zawsze w sklepie znajdzie się lepszy, nowocześniejszy model, ale… nie zawsze możemy sobie na niego pozwolić. Nie ma takich pieniędzy, których nie można by wydać w sklepach. Jeżeli przemyślisz sprawę zakupów, to o trafieniu w prezentowy gust zadecyduje twój namysł i pomysł, a nie cena.
Warto też zadbać o oprawę samego dawania. Nie wymagamy wpadania kominem, przebieranie za Mikołaja też nie jest bezwzględnie konieczne. Dużo ważniejsze jest ciepło i miłość, którą dajemy.
Bo podarunek to znak, że kogoś rozumiemy, kochamy, pamiętamy o nim i zawsze z nim będziemy, a nie sygnalizowanie wszem i wobec swojej potęgi finansowej i przechwalanie się swoją szczodrobliwością.
Dawanie jest co najmniej równie przyjemne, jak dostawanie i warto poświęcić nieco czasu starań i pieniędzy, aby sprawić radość bliskim a może nawet i obcym.
Zdarza się jednak tak, że albo sami dostaniemy coś, co nas nie ucieszy. Czy trzeba wtedy okazywać swoje niezadowolenie, rozczarowanie, gdy oczy najbliższych są w nas utkwione z nadzieją, że trafnie odczytały nasze oczekiwania? Co wtedy zrobić, gdy staniemy się posiadaczami trzech takich samych swetrów, kolejnych okropnych krawatów, które będą wisiały w szafie? Naszym zdaniem wystarczy odrobina poczucia humoru i dystansu do samego siebie, aby móc z uśmiechem przyjąć i niechciany prezent. Być może jest to znak dla nas, że tak bardzo ukrywamy przed najbliższymi swoje zainteresowania i potrzeby, że nie są oni  w stanie  ich odczytać. Wyciągnij z tego wnioski.
Prezenty to drobny rewanż za te dary, które otrzymaliśmy od Pana Boga, na które, na co dzień często nie zwracamy uwagi i o których zapominamy. Przecież większości z nas jest tak szczodrze obdarowanych siłą, mądrością, urodą, bliskimi, miłością, dobrami i innymi talentami, które aż trudno wymienić wiec czasem warto komuś też coś z serca ofiarować.

Czy wierzycie w św. Mikołaja?

Bo to sprawa zasadnicza.
Ten święty jest zawsze wzywany, gdy jest jakaś paląca potrzeba i może też, dlatego patronuje tak różnym grupom zawodowym. Urzędnicy, żeglarze a i jeszcze te panny na wydaniu. Cierpiący…
Uwierz w Św. Mikołaja i rób, o co ciebie prosi w Święta Bożego Narodzenia i resztę roku. Naprawdę warto.
„Nie chcecie, to nie wierzcie, zostawcie tę przyjemność innym” - tak na jednym z forów internetowych napisała pewna internautka.
I jak zrobicie?



wtorek, 4 grudnia 2012

Pranie mózgu dla każdego?




Pranie mózgu? Czy może być tak, że ktoś nam przeprowadza ten niemiły zabieg higieniczny, a my o tym nawet nie wiemy?
Przeważnie pranie mózgu kojarzy się z jakąś ponurą piwnicą, człowiekiem przywiązanym do krzesła i lampą święcącą prosto w oczy. Oczywiście za tą lampą stoi jakiś ponury typ (zazwyczaj nieogolony) ze szpetną gębą. Możliwe są jeszcze inne elementy scenografii związane z wyobrażeniami sal tortur, jakie tylko komu przychodzą do głowy.
Tymczasem prawda jest inna. Dużo gorsza, niestety. Pranie mózgu i próby łamania naszego charakteru praktycznie mogą spotkać nas wszędzie: od szkoły poczynając, poprzez pracę zawodową, na rozrywce kończąc. Zawsze znajdzie się ktoś chętny do narzucenia nam swojej ideologii, poglądów i zmanipulowani nas zgodnie ze swoimi celami.
Natychmiast przychodzą na myśl lata stalinizmu, Rewolucja Kulturalna w Chinach, Czerwoni Khmerowie w Kambodży lub podobne skojarzenia. Pamiętamy lotników amerykańskich poddanych praniu mózgu przez Viet Kong opowiadających potem przed kamerami jakieś antyamerykańskie agitki.
Błędem jest odnoszenie zjawiska prania mózgu tylko do świata polityki. Wyprodukowanie zdyscyplinowanej jednostki żyjącej tylko po to, aby pracować i konsumować wymaga podobnych zabiegów. Tu główną role odgrywa reklama, której masowe oddziaływanie doświadcza każdy z nas na co dzień. Ktoś obliczył, że każdego dnia do człowieka trafia około 1500 apeli perswazyjnych. To nie mało.
Chodzi o to, aby wpoić przekonanie, że ten kto nie gromadzi przedmiotów i usług, nie goni z najnowszymi modelami sprzętu, czuł się gorszy i nie należał do grupy wybrańców. Szczęśliwców mających: najszybszy Internet, Windows 8 lub telefon, który sam gotuje, obiera ziemniaki i zabawia rodzinę opowiadaniem kawałów przy obiedzie.
Podobna sytuacja dotyczy tak zwanej poprawności politycznej, która atakuje nas zewsząd. Tutaj naczelnymi animatorami prania naszych mózgów są politycy, dziennikarze, celebryci – wiele osób publicznych. Presja jest ogromna: dotyczy obrazu rodziny, ekologii , ekonomii, spraw seksualności i wielu innych sfer życia. Istnieje jeden przyjęty kanon słów i pogladów, za pomocą których można wyrażać i opisywać świat. Kanon zatwierdzony przez jedynie słuszne komisje formalne i nieformalne. To pranie mózgu jest bardzo bliskie medialnej i środowiskowej tresury. Przeciwstawienie się tej przemożnej presji rodzi często bardzo poważne konsekwencje od utraty pracy poczynając, po ostracyzm społeczny kończąc.
Nawet korporacje, w których pracujemy też chcą abyśmy uwewnętrznili (zinternalizowali) ich ideologie i zasady: jeśli pracujesz w naszej organizacji musisz być jej oddany bez reszty. Akceptować co robi i utożsamiać się z nią.
Pranie mózgu można rozumieć jako szereg zabiegów oraz działań wykonywanych przez rządy, ugrupowania polityczne, kierownictwa firm i organizacji, ośrodki wychowańcze, czy media, mających na celu zmianę postaw, przekonań, zachowań, sytemu wartości lub nawet struktury osobowości innego człowieka.( Pranie mózgu, Stanisław Siek. Wydawnictwa Akademii Teologii Katolickiej, 1995.)
Proces ten zwykle zawiera takie elementy:
  1. Rozstrajanie organizmu zmierzające do rozbijania dotychczasowej struktury osobowości. Można to sięgnąć poprzez deprywację (ograniczenie) podstawowych potrzeb fizycznych i psychiczny. Izolację.
  2. Zmniejszanie poczucia bezpieczeństwa: groźby, zagrożenie życia, szykany, presja, stres, groźba utraty pracy etc
  3. Wyzwalanie poczucia winy – które jest bardzo destruktywnym uczuciem, ponieważ często skutkuje depresją. Człowiek ogarnięty poczuciem winy łatwo podlega manipulacjom. Uważa, że wszystko to co się stało wynikło z jego błędów, zaniedbań.
Rzecz jasna idzie o to, aby przeżywać owo poczucie winy w sposób zaproponowany przez kierującego całym procesem. Można dręczyć się, że nie jest się dość dobrym pracownikiem, patriotą , obywatelem. Obarczyć się winą za nieprawidłowy albo nie dość dobry sposób postępowania w danym zakresie. Naturalnie kryteria ocen nazrzuca operator zabiegu zgodne z jego własnym interesem.
W efekcie agresja człowiek zostaje skierowana do wewnątrz a nie na obiekt jego udręczeń . Zamiast walczyć opresyjna organizacja czy psychopatyczny politykiem czy szefem prowadzi wyniszczająca wojnę sam ze sobą.
  1. Taka sytuacja prowadzi do obniżenia samooceny i degradacji obrazu samego siebie. Człowiek uważa siebie z niepełnowartościowe. Widzi w sobie same negatywy. Pozbawiony poczucia swoje wartości i godności, mający siebie za nic nie jest w stanie znaleźć w sobie koniecznych zasobów, aby przeciwstawić się inwazji manipulatorów.
  2. Taki sposób myślenia prowadzi do stanu regresji: myślenie staje się jednotorowe, sztywne, obarczone błędami poznawczymi. Słabnie wola działania i przeżycia. Gdy już człowiek przestanie wierzyć w siebie i poczuje się słaby, sam nie bardzo wie kim jest rzeczywiście, staje się zależny od osób i organizacji, podatny na wpływ i manipulację. Regresja na swój sposób może być odczuwana jako stan przyjemny - uwstecznienia i poddania się bezwolnemu, biernemu oddziaływaniu. Zdania się bez reszty na kogoś i jego wolę. Regresja to mechanizm obronny ego - jeden z wielu. Wywołuje rezygnację z krytycznego myślenia i poszukiwanie opieki Paradoksalnie) u swoich dręczycieli.

  1. Ofiarowanie nowego życia; kiedy człowiek stoi – jak mu się zdaje na krawędzi zagłady zostaje mu ofiarowane nowe życie: może tym być wstąpienie do sekty, zmiana przynależności politycznej, czy organizacyjnej, zmiana światopoglądu. Niekiedy opozycjonista zostawał gorliwym konfidentem czy nawet ubekiem. Najbardziej gorliwym z gorliwych. Jak na przykład Maleszka i Mołek.

A co zrobić, aby zapobiec wypraniu mózgu?
Warto kierować się swoim instynktem zachowawczym mimo przeżywanego lęku i opresji. Interesy manipulatora nie są tożsame z naszymi, choć najczęściej chce , abyśmy tak myśleli.
Dobrze jest zadbać o krzepiące przemyślenia wewnętrzne. Wiktor Frankl , twórca logoterapii w obozie koncentracyjnym rozmawiał w myślach z żoną, mimo że nie wiedział nawet, czy ona żyje.
Ani na pracy ani na dobrach materialnych świat się nie kończy.
Bardzo pomocne jest znalezienie sobie wsparcia przyjaciół i kolegów, którzy mogą pomóc nie dać się sterroryzować przez media, nastawioną wrogo grupę, czy szefa mobbera w pracy.
Wyobraźnia może nam czynić różne niespodzianki więc warto czuwać nad nią i kontrolować myśli, jakie na przychodzą do głowy.
Najbardziej pomaga solidny system wartości na którym można się oprzeć (polecamy chrześcijański, ponieważ najlepiej wyjaśnia świat i pozwala zrozumieć istotę trudności jakie nas spotykają i sens cierpienia).


poniedziałek, 26 listopada 2012

Autorytet i ekspert



Autorytet i ekspert


Aby ukarać mnie za moją pogardę dla autorytetów, los sprawił, że sam stałem się autorytetem.
Albert Einstein

Jak zbudować autorytet? Czy autorytet jest w ogóle komuś do czegoś potrzebny? Może lepiej liderować, wychowywać bez autorytetu? W końcu, jak popatrzeć w naszą tak zwaną przestrzeń publiczną pomieszanie i poplątanie w tej materii jest ogromne. Na cokołach aż tłoczno od nadmiaru propozycji, choć jest jeden wyraźny lider:
Liderem rankingu zaufania do polityków pozostaje prezydent Bronisław Komorowski - ufa mu 67 proc. ankietowanych. Największą nieufność wzbudza Janusz Palikot, zaufania do lidera Ruchu Palikota nie ma 51 proc. badanych - wynika z październikowego sondażu CBOS.(dziennik.pl)
Co o tym decyduje? Możliwości jest wiele: bardzo istotna jest rozpoznawalność persony oraz wiele cech, jakie danej postaci publicznej przypisujemy (zjawisko atrybucji) trafnie lub nie, np.: skłonny do zgody, stanowczy, prawdomówny. Mogą to być cechy obiektywnie negatywne, jak na przykład cwaniactwo, ale pozwalające dobrze funkcjonować w rzeczywistości III RP.
W zwyczajnym życiu nie jest tak prosto. Tu trzeba się nie na żarty narobić żeby wytworzyć nawet niewielką ilości autorytetu:
Ø      Trzeba zasługiwać na zaufanie, które jest jednocześnie rzeczą bardzo wymierną i konkretną, ale też i nader ulotną – można nań pracować całe życie a stracić w jednej chwili. Taka to już jego natura.
Ø      Trzeba być przewidywalnym to znaczy, każdy musi wiedzieć jakimi wartościami się kierujesz i jak się zachowujesz w trudnych sytuacjach. Nie ma nic gorszego jak nieprzewidywalny przywódca, lider czy ojciec - dezorientacja i brak poczucia stabilizacji
Ø      Być uczciwym i traktować innych sprawiedliwie. Jest to na pozór bardzo prosta rada, która sprawia często sporo problemów
Ø      Trzeba się umieć przyznać do błędu ( o tym jeszcze dwa słowa potem)
Ø      Trzeba umieć Cieszyć z sukcesów swoich wychowanków/współpracowników a już najlepiej jest wtedy kiedy uczeń staje się lepszy od mistrza. Nic lepszego nie może spotkać coacha, czy nauczyciela.
Ø      Tak kierować, aby pracownicy mówili: zrobiliśmy to sami. Mówi się, że jest to najwyższy szczyt kierowania, ponieważ jest ono tak nienarzucające się, dyskretne i jednocześnie tak skuteczne.
Ø      Umieć, kiedy trzeba wziąć ciężar decyzji na siebie, ale nie być despotą. Czasem trzeba podjąć decyzję i wsiąść za nią odpowiedzialność.
Ø      Być pomocnym i dostępnym. Do wielu szefów droga jest trudna i najeżona dziesiątkami przeszkód w postaci sekretarek i zamkniętych drzwi. Nieodbieranych telefonów, wiecznego braku czasu.
Jak widać nie jest to sprawa, która można by przeprowadzić w jedno popołudnie przy kawie.

A, co zrobić kiedy autorytet popełni błąd?
Możliwość w gruncie rzeczy jest jedna. Przyznać się. To bardzo dobrze robi na przerost ego. Warto zwrócić uwagę, jak mało osób tzw. publicznych: polityków, czy dziennikarzy niechętnie, albo wcale przyznaje się do popełnienia błędu. To oczywisty fakt, że każdy z nas błędy popełnia (czy nam się to podoba czy nie). Człowiek, który umie uznać swoją omylność i dać dowód pokory wiele zyskuje w oczach innych.. Na przyznaniu się do błędu cierpi tylko fałszywa miłość własna.

Na co ludziom potrzebne są autorytety? Autorytety są modelem, najbardziej praktycznym wyrażeniem wartości lub pseudo wartości. O ile w aspekcie historycznym nie możemy narzekać na wojskowych, mężów stanu, czy przemysłowców takich jak Wedel czy Cegielski to czasy obecne raczej charakteryzują się poważnym niedoborem autentycznych autorytetów. Ani faceci, co sami tylko z rodziną obalali komunizm, ani tchórzliwi i zmienni politycy, ani biznesmeni, co to pierwszy milion muszą ukraść nie stanowią dobrych obrazów.

Przeważa opinia, że autorytetu nie stworzy się sztucznie..
Powstaje jeszcze kilka pytań czym i kim jest autorytet:
Ø      W ogóle jako człowiek (na przykład ojciec) prezentujący cechy, o jakich mówiliśmy poprzednio
Ø      W jednej wąskiej dziedzinie np.; informatyce, czy zarządzaniu bez związku z cechami charakteru, ale czy z tego wynika, że ekspert to samo, co autorytet ograniczony do jakiegoś ścisłe zakreślonego obszaru?
O ekspertach napisaliśmy kilka słów w książce Co wpływa na dziennikarzy... i na co mają wpływ dziennikarz
Żeby ocenić eksperta trzeba:
Po pierwsze: sprawdźmy, czy ekspert jest wyraźnie określony: nie należy wierzyć od razu w zapewnienia: badania dowodzą, eksperci MFW twierdzą.
Po drugie: czy dana osoba jest rzeczywiście ekspertem w danej sprawie,(…)Często jest tak, że osoby publiczne mają ogromne zapotrzebowanie na zabieranie głosu w kwestiach, na których się nie znają i chyba dotyczy to wszystkich profesji jednakowo: psychologów, dziennikarzy, polityków…
Po trzecie: czy pomiędzy ekspertami wypowiadającymi się w tej kwestii istnieje zgoda czy też zdania są podzielone. Jak np.: w przypadku światowego ocieplenia.
Po czwarte: czy przedstawiona opinia „mieści się w kompetencjach” eksperta np.: co wie o reformowaniu wojska psychiatra.
Po piąte: jakie dowody obiektywne, materialne może przedłożyć ekspert, abyśmy w jego zdanie uwierzyli. Zielona wyspa, czy bagno.
Po szóste: czy ekspert jest bezstronny i jakie ma interesy.

Jak widać ocena eksperta to temat dla niewątpliwie świetnego eksperta.

poniedziałek, 19 listopada 2012



Indyferentyzm nasz powszedni


Nie interesuję się polityką! To nie dla mnie! – To zdanie możemy bardzo często słyszeć, kiedy chcemy porozmawiać o czymś, co wykracza poza sport i medialne plotki. W latach osiemdziesiątych byłoby to nie do pomyślenia. Ktoś kto deklarował, że nie interesuje się polityką i sprawami Polski uznany by został zostałby za dziwaka lub kogoś mocno podejrzanego.
Ucieczka od spraw publicznych idzie w parze z zobojętnieniem na wszystko, co nie jest prywatne. Patriotyzm, kryzys, gospodarka mają o tyle znaczenie o ile naruszają sferę prywatną. Lament powoduje błędna decyzja urzędnika, niemożność dostania się do lekarza specjalisty. Póki jesteśmy zdrowi i mamy trochę kasy jest wszystko OK. Jak wiemy szczytem marzeń wielu Polaków jest bycie urzędnikiem państwowym, bo tam na etacie, ich zdaniem, można prowadzić słodkie dolce far niente i mieć w nosie wszystko i wszystkich.
Oczywiście nie dotyczy to każdego. Istnieje grono ludzi bardzo zaangażowanych i ideowych czego mogą dowodzić ostatnie wielkie demonstracje w Warszawie zorganizowane przez Solidarność, środowiska związane z Radiem Maryja i Telewizji trwam oraz PIS. Jednak podział pomiędzy zaangażowanymi i obojętnymi staje się coraz bardziej widoczny i wiele wskazuje, że wbrew optymistycznym wizjom aktywistów tych obojętnych jest więcej. Przebudzenie widzi ten, kto chce je widzieć.
Władimir Bukowski, świetny pisarz i politolog rosyjski twierdzi, że źródła zła w Rosji wynikają przede wszystkim z indyferentyzmu szerokich rzesz społeczeństwa. Wiele wskazuje, że i w naszym kraju nie jest inaczej.
Co to jest indyferentyzm? Inaczej mówiąc to postawa zobojętnienia dotycząca bardzo różnych dziedzin życia: spraw politycznych, społecznych, religijnych. czy nawet identyfikacji z danym terytorium.
Generalnie mówiąc: obojętność wobec norm panujących w danej społeczności. Prowadzi to do relatywizmu norm. W konsekwencji do zatarcia różnicy pomiędzy dobrem i złem, co w skutkuje nihilizmem. Nihilizm to brak wiary w istnienie jakichkolwiek pewnych lub absolutnych norm moralnych i wszelkich innych. Oznacza brak sensu i celu ludzkiego istnienia.
Wynika z tego, że konsekwencje indyferentyzmu są bardzo poważne, ponieważ prowadzą do degeneracji naszej cywilizacji (łacińskiej) państwa i narodu, któremu zostanie odebrany sens istnienia. Może rzeczywiście lepiej być europejczykiem (chociaż takiego narodu nie ma) niż Polakiem?
Skąd się bierze indyferentyzm?  Spójrzmy na problem systemowo. Zjawisko to wywołuje, nie jeden, ale kilka wzajemnie powiązanych czynników. Z czego wynika wszechogarniająca obojętność na sprawy publiczne?
Przede wszystkim z prania mózgu dokonywanego co dziennie przez media, które propagują prymitywny hedonizm i konsumpcjonizm i użycie za wszelką cenę. Taka postawa rodzi (zaspokojona lub nie) prędzej, czy później frustrację i nudę. Jeśli nie możesz konsumować, bo zarabiasz zbyt mało stajesz się wykluczony i bezwartościowy.
Jeżeli masz pieniądze i bez umiarkowania wydajesz je na wszelkie dobra i usługi wchodzisz na kolej stopnie spirali hedonistycznej i zmierzasz do nikąd, ponieważ nigdy nie osiągniesz zaspokojenia i zadowolenia. Zawsze możesz mieć lepszy komputer albo telefon, szybszy samochód czy bardziej okazały dom. Sprowadzenie całej aktywności człowieka do zarabiania pieniędzy i wydawania ich (konsumowania, które stanowi o jego statusie i wartości) w efekcie powoduje zobojętnienie na problemy innej natury. Zanik motywacji prospołecznych w tym patriotycznych i wolnościowych. Pieniądze są ważne, ale jeśli stają się Bogiem to przesłaniają cały świat.
Z drugiej strony podobne konsekwencje rodzi skrajna bieda. Człowiek bez wytchnienia goniący za każdym groszem, żeby zaspokoić podstawowe potrzeby swoje i rodziny często nie ma czasu i ochoty głębiej zaangażować się w kwestie społeczne. Warto, żeby o tym pamiętali politycy, którym co miesiąc wpływają pensje poselskie na konto, wysyłający innych na barykady.
Skostniała struktura społeczna (efekt złodziejskich prywatyzacji, ordynacji wyborczej i finansowania partii politycznych) nie daje wielu szans na awans. W Polsce jest bardzo mała wymienialność kadr i ma wszelkie znamiona partyjniactwa, nepotyzmu i kolesiostwa, co każdy może potwierdzić własnym życiowym doświadczeniem. A skoro życie społeczne nie daje szans realizacji swoich pomysłów to nie warto nim się zajmować.
Czy to jest ucieczka od wolności Ericha Fromma, czy postawa Felicjana Dulskiego: A dajcie wy mi wszyscy święty spokój ! to rzecz do rozstrzygnięcia.
Zanik patriotycznego wychowania w szkole, wielu głównych mediach i licznych rodzinach też nie pomaga wychowywać młodych ludzi zaangażowanych w życie publiczne. Każdy kto ma oczy ten widzi, że w przestrzeni publicznej doskonale funkcjonują ludzie. skompromitowani aferami korupcyjnymi, brakiem kompetencji oraz sprawami związanymi z Tragedią Smoleńską. Takie wzorce nie pozostają to bez wpływu na postawy młodszych i starszych Polaków. Bezwstyd i bezkarność wielu postaci publicznych i oficjeli odstręcza od uczestniczenia w życiu społecznym.
Do tego nie umiemy i nie chcemy rozmawiać o polityce, bo w opinii wielu jest ona brudna a politycy sprzedajni. Popieranie tej, czy tamtej partii przypomina wyznanie wiary lub wstąpienie do sekty. Każde podważenie własnego zdania, opinii prowadzi do zacietrzewienia i konfliktów.
Jeszcze dwa słowa o mediach. Media nie komunikują, ale w większości indoktrynują, prowadzą propagandę ekipy trzymającej władze. Knajacki, prymitywny (często pełen agresji i seksu) poziom rozrywki też nie pozostaje bez wpływu na sposób widzenia świata i postawy odbiorców. Społeczeństwo w oczywisty sposób kontrolowane jest poprzez rozrywkę. Media nie propagują postaw patriotycznych, zaangażowanych społecznie ale sprzedają wizję człowieka ograniczonego, prymitywnego, którego zainteresowania nie wykraczają poza hasła propagandowe, sport, popularne seriale i plotki.
Jak w tym kontekście można ocenić role Kościoła i duchowieństwa jest sprawą dyskusyjną.
Kard. Gianfranco Ravasi, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury w wywiadzie dla Gościa Niedzielnego mówi tak:
Trzecim wyzwaniem, jeszcze bardziej złożonym, jest zjawisko obojętności (indyferentyzmu). Jest ono pośrednio owocem sekularyzacji, ale niekoniecznie i nie tylko. Dzisiejszy indyferentyzm religijny nie polega na zaprzeczaniu istnieniu Boga, ale związany jest z odrzuceniem wszelkich obowiązujących wartości. Jest to postawa, której towarzyszy niezdolność odkrycia głębszego sensu egzystencji. Oznacza brak wrażliwości kulturalnej i duchowej.
Ostrzega, że indyferentyzm jest gorszy nawet od ateizmu teoretycznego, który jest pewną propozycją myślową. Indyferentyzm proponuje całkowitą obojętność wobec norm i wartości oraz zagłusza pytania metafizyczne tkwiące w człowieku.
Poziom samoorganizacji w Polsce jest mały. To też nie pomaga znaleźć swojego miejsce w życiu społecznym nawet jak ktoś ma na to ochotę.
Warto przy okazji tych rozważań zauważyć, że ludzie zaangażowani politycznie mają mylną (czy niepełną) perspektywę, ponieważ często uważają, że sprawami które są dla nich ważne żyje większość ludzi w Polsce. Nie jest to prawda, a myślenie życzeniowe. Politycy, działacze społeczni zazwyczaj kontaktują się wyłącznie z ludźmi, którzy podzielają ich pasje i poglądy i chcą z nimi rozmawiać. Do innych fatygują się rzadko, o ile to w ogóle robią.
Nastały czasy misjonarzy czy jak kto woli pracy organicznej.
 Pamiętacie Najdłuższą wojnę nowoczesnej Europy? Filmowa saga ukazująca na przykładzie kilku rodzin walkę Polaków z naporem germanizacyjnym w Wielkopolsce w okresie od 1815 do 1918 roku. Wielu krytyków zaliczyło "Najdłuższą wojnę..." do "najmądrzejszych i najważniejszych polskich seriali". "Oto historia jedynej polskiej wojny w XIX wieku, konsekwentnie przeprowadzonej i do końca wygranej, o której jednak głucho w podręcznikach historii. Czy dlatego, że jej największe batalie stoczono nie na koniu i z szablą, ale w zaciętej, organicznikowskiej pracy na wszystkich polach społecznej aktywności, od handlu, bankowości i wzorowej organizacji życia gospodarczego poczynając, a na wysokiej kulturze rolnej chłopa wielkopolskiego kończąc? (filmpolski.pl)
Samo gadanie to wiele za mało.

piątek, 16 listopada 2012

piątek, 9 listopada 2012



Myślenie, działanie, wolność


Myślenie i działanie to cechy specyficznie ludzkie, jeśli występują razem. Dużo się mówi o sztucznej inteligencji ale jeszcze nie ma myślących maszyn - są najwyżej takie (jak na przykład szachowe), które rozwiązują dobrze określone i zdefiniowane problemy, (co zawsze musi zrobić za nie człowiek).
Działanie polega, więc zawsze na przyjęciu czegoś i rezygnacji z czegoś innego, na dokonaniu wyboru pomiędzy wartościami lub celami i zazwyczaj do dokonania go skłania nas pewien rodzaj dyskomfortu, niezadowolenia ze stanu, w którym się znajdujemy. Po części dlatego możemy powiedzieć, że człowiek szczęśliwy to taki, który osiągnął stawiane sobie cele – jednak pod pewnym warunkiem: że umie sobie stawiać kolejne wyzwania i znajduje sens życia w pokonywaniu trudności a nie spoczywaniu na laurach.
Człowiek to istota, która może się oprzeć impulsom, jak tego dowodzi sławny test cukierkowy. Dzieci pozostawiano same w pokoju i miały do wyboru: zjeść kilka cukierków teraz czy dostać całą tacę słodyczy później. Te, które poczekały jak się okazało ( w toku trwających całe dziesięciolecia badań psychologicznych) osiągnęły w życiu większe powodzenie: miały lepsza pracę, wyższe stanowiska, dobre życie osobiste, rodzinne.
Człowiek jest w stanie działać, ponieważ ma zdolność odkrywania związków pomiędzy myśleniem i działaniem i konsekwencji, jakie z niego samego wynikają. Pomagają mu w tym dwie zasady: celowość i przyczynowość. To, co nie mieści się w tych kategoriach, jest całkowicie niedostępne dla ludzkiego umysłu.
Niemniej trzeba powiedzieć to jasno, że zasady przyczynowość i celowość są w pewnym sensie niedoskonałe, ponieważ nie umożliwiają dotarcia do ostatecznej prawdy i odkrycia prawdy o sensie życia człowieka. Mają zastosowanie w sensie prakseologicznym – czyli czynią działanie człowieka skutecznym i sensownym.
Myśl, że A mogłoby być jednocześnie nie-A, lub, że ktoś mógłby jednocześnie woleć A od B i B od A, jest dla ludzkiego umysłu po prostu niepojęta i absurdalna.(L.Mises)
Działanie i rozum są dwiema stronami tego samego medalu – nawzajem z siebie wynikają i warunkują się wzajemnie. Rozum analizuje i wyjaśniania za pomocą operacji racjonalnych problemy związane z działaniem. Może to robić, ponieważ działanie bierze w nim swój początek – co nie znaczy, że niekiedy działamy w sposób nierozumny i pozbawiony refleksji. Niekiedy przybiera to postać ignorowania rzeczywistości i praw natury.
Wszyscy ludzie, którzy mają władzę obojętnie, czy są zwolennikami rządów autorytarnych czy ultrasami demokracji i należą do różnych większości parlamentarnych mają tendencję do upajania się jej smakiem w poczuciu infantylnej omnipotencji (Mi tu kadzą – jak powiadał szczur na ołtarzu), co zawsze kończy się tak samo w dłuższym czy krótszym okresie czasu. Zresztą bez względu na propagandę czy PR.
Odrzucając logikę, która jest naszym jedynym narzędziem poznania i w efekcie panowania nad naturą narażamy się na szkody a nawet i katastrowy. Zaklinanie rzeczywistości czy doszukiwanie się nieistniejących w niej praw prowadzi do heglowskich ukąszeń oraz błędów i wypaczeń, ponieważ życie i rzeczywistość nie są ani logiczne, ani nielogiczne; są po prostu dane(Mises). Niejaki Trocki twierdził nawet, że: przeciętny człowiek będzie dorównywał poziomem Arystotelesowi, Goethemu lub Marksowi. A ponad tym poziomem wyłonią się kolejne szczyty. Dziś wiemy, jakie to były szczyty.
Obecnie znów największa popularnością cieszą się wszelkie pomysły i idee, które mają zapewnić wszystkim (albo prawie wszystkim) stabilizację i bezpieczeństwo i nie każdy sobie zdaje z tego sprawę, że są to utopie i miraże proponowane przez ideologicznych doktrynerów, którzy zapewniają, że poznali uniwersalne zasady rządzące rzeczywistością. Nie dajmy się im zwieść. Ani co do tego ani tamtego świata.
Uczciwi badacze i myśliciele zawsze otwarcie głosili ograniczone możliwości ludzkiego umysłu i nie dawali nieprawdziwej szansy odpowiedzi na najważniejsze egzystencjalne pytania stojące przed człowiekiem (ponieważ odpowiedzi na nie należą do dziedziny i porządku wiary, a nie nauki) i nie stwarzali iluzji , że istnieją recepty mogące na tym  najlepszym ze światów wprowadzić powszechny ład i szczękliwość raz i na zawsze. Człowiek jest niedoskonały i skłonny nader często do złego i bardzo często zdarzało się, że idee powszechnej miłości wprowadzał za pomocą knuta.
Warto być świadomym recenzentem polityków, ponieważ nieustannie szukają wyznawców i realizatorów swoich pomysłów. Mimo, że komunizm zbankrutował spektakularnie i nieodwołalnie to i tak są tacy( nie tylko na Kubie i Korei Północnej), którzy są gotowi przekonywać nas, że to wcale nie był zły pomysł. Uważają, że ludzki umysł nie jest w stanie do poznania prawdy i nie istnieje jedna logika dla wszystkich a różne jej (jedynie słuszne) klasowe i ideologiczne warianty. Jeszcze w uszach mamy słowa, że Wolność to właściwie rozumiana konieczność pewnego polityka o nazwisku Lenin, którego w nagrodę za głoszenie takich koncepcji zamarynowano i wystawia się od dziesięcioleci na widok publiczny.
Prymas Tysiąclecia Stefan Kardynał Wyszyński miał na tę sprawę zdecydowanie innych pogląd: Gdy człowiek tak bardzo wydobędzie się z siebie, że ma już odwagę być poczytanym za nic, dopiero wtedy jest wolność, wspaniałość i zwycięstwo - najtrudniejsze, bo nad samym sobą
Ideolodzy najchętniej zabraliby nam wolność i wtoczyli nasze myślenie w ramy doktryny. Często ich głosem są ludzie pracujący w mediach.
Wolność jest ni mniej czy więcej możliwością popełniania błędów i ponoszeniu z tego tytułu konsekwencji - każdy z nas musi mieć prawo do popełniani własnych błędów i tym się różni niewolnik od wolnego obywatela, który wybiera własną drogę i styl życia.


poniedziałek, 29 października 2012

James Bond i sprawa polska



Jak tu się nie cieszyć, kiedy po raz kolejny James Bond w brawurowy sposób ocali świat? Rozgromi złowrogie siły (jakie jeszcze nie wiemy) i da nam zastrzyk wiary w cywilizację białego człowieka.
Świat Bonda jest doskonale przewidywalny i kontrolowany. Pozornie dostarcza sensacji, ale w gruncie rzeczy wszystko jest w nim wiadome i ustalone raz na zawsze. Wszystkie role są rozdane i ściśle określone. M jest królem, Bond rycerzem. Jest oczywiście paskudny czarny charakter i piękna kobieta. Cała gra jest szczegółowo zaplanowana. Jak pisze Umberto Ecco można to określić szachowo:
James Bond rozpoczyna i daje mata w ośmiu posunięciach:
A. M wykonuje ruch i daje zlecenie Bondowi
B. Czarny Charakter wykonuje ruch i pojawia się przed Bondem, ewentualnie jako postać zastępcza
C. Bond wykonuje pierwszy ruch i daje pierwszego mata Czarnemu Charakterowi - albo Czarny Charakter daje pierwszego mata Bondowi
D. Kobieta wykonuje ruch i pojawia się przed Bondem
E. Bond podporządkowuje sobie Kobietę: zostaje jej kochankiem albo zaczyna ją uwodzić
F. Czarny Charakter więzi Bonda (z Kobietą albo bez, lub też każde oddzielnie)
G. Czarny Charakter torturuje Bonda (czasami również Kobietę)
H. Bond pokonuje Czarny Charakter (zabija go albo zabija jego zastępcę, albo też jest obecny przy jego zabiciu)
I. Bond rekonwalescent przeżywa romans z Kobietą, którą następnie utraci.
Schemat pozostaje niezmienny[1]
Mimo, że Bond w wersji Daniela Craiga budzi pewne wątpliwości z racji swojego – jak poniektórzy określają - pogłębienia psychologicznego, też mieści się wewnątrz tego schematu.
Co ma agent 007 do sprawy polskiej?
Rzeczywistość polityczna III RP jest pisana na bardzo podobnych zasadach. Role są z góry rozdane i stałe, a od czasu do czasu zmieniają się tylko aktorzy, którzy je odgrywają z mniejszym, czy większym talentem. Schemat jest także niezmienny, choć odrobinę inny niż u Bonda. Te same twarze, w tym samym filmie od 23 lata, a właściwie od lat siedemdziesiątych. Niestety koszty biletów są coraz większe i sam film coraz słabszy.
Kim są dramatis personae?
Głównym bohaterem jest Rząd (wyłoniony przez aktualnie jedynie słuszną partię: OKP, UD, SLD, PO etc) , który ma wszelkie cechy i atrybuty boskie: chce dobrze dla każdego, wszystko może, jest miłosierny, rozumie swoich poddanych. Zanim zacznie się psuć jest pozbawiony wad. Ma w sobie wiele ze złotej rybki i wróżki jednocześnie. Zajmuje się sprawami, które zwykły, szary człowiek nie jest w stanie ogarnąć swoim rozumem. Ten zbiór supermenów po jakimś czasie ulega korozji i wtedy wszyscy nagle ze zdziwieniem widzą, że król jest nagi. Po upadku rządu (a często i partii, która go stworzyła) wyłania się, jak Feniks z popiołów nowy jeszcze doskonalszy.
Na drugim miejscu Lud (obywatele miast i wsi), którzy w zależności od optyki występuje w dwóch wcieleniach:
Ø      Królewny Śnieżki (nasz lud, jak lawa), którą jakiś aktywista musi pocałować, żeby się łaskawie obudziła
Ø      Lemingów, polactwa, - coś pomiędzy Sodomą i Gomorą (ze względu na lobby sodomitów panoszące się w przestrzeni społecznej), homo sovieticus, a jedz pij i zaciskaj pasa. Na czole ma nie tyle krwawe znamię, ale złowróżbne piętno indyferentyzmu zżerające jego duszę
Lud wyraża swoją wole w sondażach (czasem kilka razy w tygodniu i jest w tym akcie bardzo zmienny) albo rzadziej wyborach (w poszukiwaniu mniejszego zła i straconego czasu). Ostatnio lud coraz bardziej przypomina chór dziadów: nie tyle w sensie stricte z tragedii greckiej, co par excellence zwyczajnych dziadów bez grosza przy duszy, a do tego jeszcze solidnie zadłużonych..
Szermierze prawdy (głosiciele dni ostatnich). Trochę Stańczyka, trochę Wernyhory (tego z Wesela Wyspiańskiego). Przemierzają Polskę fizycznie lub internetowo. Krzewią wszem i wobec prawdę, która ma nas wyzwolić. Coraz więcej czasu spędzają na salach sądowych zwłaszcza za sprawą TVN i GW.
Chochoł, czy raczej cała karna i dobrze zorganizowana gromada chochołów, dbająca o to, aby trzymać lud w uśpieniu. W chocholim tańcu. „Tańcuj, tańczy cała szopka, a cyś to ty za parobka?” (…)„Powyjmuj im kosy z rąk, poodpasuj szable z pęt, zaraz ich odejdzie smęt. Na czołach im kółka zrób, skrzypki mi do ręki daj; ja muzykę zacznę sam, tęgo gram, tęgo gram.” Wesele (akt III, sc. 37). Nic dodać nic ująć.

Czarny charakter (Wujek Samo Zło). W wszystkich odcinkach Bonda ci źli byli opisywani jako okropni brzydcy.
Bond wchodzi w konflikt z Czarnym Charakterem. Opozycja ta wprowadza do gry różne wartości; niektóre z nich są jedynie wariantami pary charakterów. Bond reprezentuje niewątpliwie Urodę i Męskość w stosunku do Czarnego Charakteru, który jest monstrualnie brzydki i seksualnie do niczego. Monstrualna brzydota Czarnego Charakteru jest elementem stałym[2]
Tajne organizacje: grają w spiski za pomocą, których trzymają mocno władzę, okradają Polskę i są gwarantami zagranicznych dominacji. Główną ich cechą jest to, że ich nie ma, ale jest to tylko wyższa forma obecności. Od masonów, poprzez WSI, ubeckie watahy i mafię.
Dwa słowa o symbolicznych przedmiotach.
Czapka z piór (symbol ambicji i próżności) przynależy nieudacznemu premierowi Donaldowi Tuskowi. Sprawa rogu jest do dyskusji („(…) kasjsim zabył złoty róg, ostał mi się ino sznur”), ponieważ do tej nagrody kolejka jest długa.
W co gramy?
Oczywiście w jesteśmy w permanentnej wyprawie po złote runo. Złote runo jest w UE, choć ostatnio jest z tym gorzej i może będzie trzeba przerzucić się na gaz z łupków.
Niebem jest ład demokratyczny i sprawiedliwość społeczna. Bez tych rzeczy życie jest zupełnie niemożliwe. Człowiek niewierzący w te aksjomaty to łajdak i potencjalny Adolf Hitler.
Gra ma taki przebieg:
1.      Siły ancien rezime (rząd i aktualnie jedynie słuszna partia) popadają w dekadencję i brakuje im kasy
2.      Tajne służby dochodzą do wniosku, że trzeba coś zmienić (bo ich interesy są zagrożone)
3.      Opozycja i ludzie dobrej woli są do zmiany gotowi i szemrzą złowrogo
4.      Lud milczy, stoi w kolejkach (za komuny) albo liczy długi i kultywuje swój wszechogarniający indyferentyzm (za PO, czyli w gruncie rzeczy też za komuny)
5.      W przedziwny sposób (czasem gabinetowy, niekiedy za pomocą widowiska telewizyjnego takiego, jak okrągły stół, bywa też, że i na sposób rewolucyjny) dokonuje się zmiana, za którą stoją określone siły. Czasem udaje się to świetnie jak w 2007 roku, a czasem sprawy wymykają się z rąk i trzeba produkować Wydarzenia Grudniowe albo Stan Wojenny
6.      Nowa władza wzbudza nową nadzieję i głosi niezłomną determinację na drodze radykalnych reform
7.      Każdy ważny urzędnik, polityk robi jeden krok ze swojego stanowiska na inne dokładnie jak to opisał Stanisław Lem w Dziennikach Gwiazdowych w podróży XIII:
O północy odbywa się w całym naszym państwie jeden ruch, jak gdyby, mówiąc obrazowo, wszyscy czynili jeden krok - i w taki sposób osobnik, który wczoraj był ogrodnikiem, dziś zostaje inżynierem, wczorajszy budowniczy staje się sędzią, władca - nauczycielem, i tak dalej. (…) Potężny organizm naszego państwa trwa od wieków niewzruszony i niezmienny, trwalszy od skały, a trwałość tę zawdzięcza temu, że raz na zawsze skończyliśmy z efemeryczną naturą jednostkowego istnienia. Dlatego to mówiłem, że jesteśmy zamienialni w sposób doskonały.[3]
W naszym politycznym systemie nie dotyczy to wszystkich obywateli oczywiście, a tylko członków nomenklatury. Lud trwa niewzruszony wykonując nakazane mu obowiązki. Tysiące, dziesiątki tysiącu stanowisk na urzędach centralnych, partyjnych, w spółkach skarbu państwa, telewizji publicznej, policji i armii godnie przemierzają nasi umiłowani przywódcy.
8.      Rząd nieuchronnie na skutek swojej niekompetencji prowadzi do następnego kryzysu. Oczywiście brakuje mu kasy i zadłuża lud do imentu.
9.      Tajne służby dochodzą do wniosku, że trzeba coś zmienić (bo ich interesy są zagrożone) i wymyślają spisek i cykl się powtarza.

Można spojrzeć na to w sposób nieco żartobliwy, ponieważ życie polityczne III RP, (którą należy traktować iunctim z PRL) rządzi się prawami Wielkiej Kołomyi Elementarnej, którą opisał Edmund Niziurski Siódmym Wtajemniczeniu. Niech nikogo nie zmyli, że nasza metafora dotyczy zmagań szkolnych gangów – Matusów i Brokerów - rodem ze środkowego PRL-u. Przeciwnie, dotyka ona samej istoty sprawy relacji pomiędzy rządem i partią rządzącą, a opozycją (zwłaszcza w warunkach naszej ordynacji wyborczej oraz wymuszonym na społeczeństwie finansowaniu partii politycznych):
Wytwarzała się ona automatycznie na skutek swoistej konstrukcji łaźni, która posiadała dwoje drzwi: jedne, wiodące na korytarz, drugie bezpośrednio na podwórze. Dzięki temu powstawał zamknięty krąg gonitwy. Kiedy zgraja Blokerów wpadała przez jedne drzwi, przez ten czas Matusy uciekali przez drugie. Blokerzy pędzili za nimi, zanim jednak ostatni z nich zdołali wybiec z łaźni, już na karkach siedzieli im Matusy, którzy zdążyli przez ten czas okrążyć łaźnię i wpaść do środka ponownie przez pierwsze drzwi. Rzecz jasna, w tym układzie nie sposób było dojść, kto tu właściwie ucieka, a kto goni. Każdy czuł się jednocześnie ścigającym i ściganym, co oczywiście pomagało obu bandom zachować twarz, dobre samopoczucie i honor, na punkcie którego wszyscy byli bardzo czuli.(…) Zorientowałem się wkrótce, że tą szaloną gonitwą rządziły jakieś niepisane prawa. Jakby obie strony milcząco się umówiły, że raz zaczęta zabawa nie może być przerwana ani w żaden sposób odmieniona. I w tym też leżał największy urok Kołomyi.[4]
Horyzont zdarzeń jest określony, pojęcia ustalone, karty rozdane. Żeby to zmienić trzeba pieniędzy i wysokiego poziomu samoorganizacji społeczeństwa, a jednego i drugiego, jak na lekarstwo. Może pomogą nam w tym JOW i www.zmieleni.pl ?
Pewien etnograf opisuje przypadek indiańskiego plemienia, które zawsze żyło w amazońskiej dżungli. Gdy pewnego dnia razem z tym badaczem z lękiem wyszli na jej skraj w oddali zobaczyli jakieś duże zwierzęta. Zapytali badaczy dlaczego są taki małe, przecież w rzeczywistości są większe. Po prostu ci ludzie nie znali zjawiska perspektywy. Jak jest z nami?
Przewidywalność naszego świata jest dokładnie taka sama jak w Bondzie. Pozornie ktoś na dostarcza sensacji, ale w gruncie rzeczy jest to świat w którym wszystko jest wiadome. System jest doskonale redundantny, czyli zawiera tak dużo informacji o swojej istocie, że nawet jak jakiś element na chwilę zapomni, co ma robić to i tak wszystko pozostaje na swoim miejscu, bo inni uczestnicy sytemu mają nadmiar informacji: co, kto i gdzie ma robić. Redundancja to inaczej nadmiarowość.
Redundancję stosuje się wszędzie tam gdzie wymagana jest bezawaryjna praca systemu lub urządzeń oraz ludzi. Sprawdza się znakomicie w przypadku ochrony życia (samoloty, statki) oraz w przypadku ochrony ważnych danych[5].
Bezawaryjna praca sytemu…Zdarza się przecież czasem błąd i jakiś Peter Vogel (uważany za skarbnika lewicy) znużony siedzeniem w areszcie wydobywczym zaczyna zbyt dużo mówić. Jakaś nieostrożna rozmowa na cmentarzu, chwiejąca się piramida finansowa…System upora się ze wszystkim.
Żeby to zmienić musielibyśmy zastąpić tę grę inną albo z niej wyjść. Dlatego właśnie został wprowadzony Stan Wojenny, ponieważ aktywność ludzi w czasie Karnawału Solidarności zniszczyła scenariusz pozornej przemiany(zastąpienia Edwarda Gierka i jego ekipy innymi umiłowanymi przywódcami – człowiekami honoru Jaruzelskim i Kiszczakiem). Ale ten fatalny błąd się już nie powtórzy. Czuwają na tym nie byle jacy specjaliści: wszystko musi dziać się planowo, jak w Bondzie. Przytoczmy jeszcze raz słowa Ecco o książkach Iana Flemminga:
Słuszniej byłoby więc porównać jego książki do meczu koszykówki rozgrywanego przez Harlem Globtrotters przeciwko małej prowincjonalnej drużynie. Wiadomo całkiem na pewno, kto wygra i zgodnie z jakimi regułami; przyjemność polegać będzie jedynie na obserwowaniu, jakie mistrzowskie chwyty zastosują Globtrottersi, dzięki jakim pomysłom potwierdzą nasze przewidywania, za sprawą jakiej żonglerki zakpią sobie z przeciwnika. W powieściach Fleminga mamy do czynienia w modelowy wręcz sposób z ową grą przesądzoną, redundantną, typową dla mechanizmów kultury masowej sprzyjających ucieczce od rzeczywistości.[6]

Jesteśmy od lat ogrywani przez tajemniczy Harlem Globetrotters, dysponujący poważnymi środkami i możliwościami. Specjaliści od socjotechniki manipulują umysłami i skutecznie sterują społeczeństwem.
Pozostało nam tylko na koniec wymyślić dobry tytuł dla naszej wersji Bonda. Możliwości są szerokie. Tytuły filmów wręcz bezpośrednio odnoszą się do naszej rzeczywistości:
Casino Royale – minister finansów średniej wielkości państwa europejskiego, niejaki Vincent za wszelką cenę musi wygrać bilion złotych w kasynie, aby uratować budżet państwa. Jego przeciwnikiem jest czarny charakter Jarosław Kaczyński.
Pozdrowienia z Rosji to film opowiadających o niezwykłych staraniach prezydenta średniej wielkości państwa europejskiego, mających na celu zacieśnienie (dalsze) przyjaznych stosunków z innym państwem częściowo europejskim. Cała historia pełna jest wielkiego bulu… Przeszkadza w tym zbożnym dziele – jakże by inaczej -czarny charakter Jarosław Kaczyński.
Goldfinger wypisz wymaluj szef Amber Gold & consorties wypłukujący ze złota tubylczą ludność średniej wielkości państwa europejskiego. Jak się domyślamy w całą sprawę zamieszany jest pewien czarny charakter…
Ośmiorniczka – jak wiadomo, jest w każdym mieście powiatowym. Składa się z szefa miejscowej struktury partii rządzącej, przewodniczącego sądu, prokuratora, kogoś z urzędu skarbowego i tak dalej.. Kto jest czarnym charakterem nawet nie warto pisać…
Żyj i pozwól umrzeć to odcinek dedykowany emerytom i bezrobotnym, a także klientom służby zdrowia pewnego średniej wielkości państwa europejskiego. Rozwiązaniem sytuacji jest proste: bezrobotni zjadają chorych.
Świat to za mało opowiada historię dość ambitnego premiera średniej wielkości państwa europejskiego za wszelką cenę pragnącego wyrwać się z zaścianka i wrócić do centrali, do swojej A.M. Prześladuje go oczywiście czarny charakter Jarosław Kaczyński.
Tę listę można ciągnąć jeszcze długo, ale damy spokój. Nie jest pewne, czy role statystów jakie nam wyznaczone w filmie reżyserowanym przez…(tu zdania są podzielone) wyjdą nam na zdrowie. Koszty produkcji się zwiększają, zyski maleją. Grozi nam plajta.


[1] Umberto Ecco - Superman w literaturze masowej str 205
[2] Umberto Ecco - Superman w literaturze masowej str 191
[3] Stanisław Lem Dzienniki Gwiazdowe Podróż XIII str 74
[4] Edmund Niziurki Siódme wtajemniczenie str.38
[6] Umberto Ecco - Superman w literaturze masowej str 213