Jak tu się nie cieszyć, kiedy po
raz kolejny James Bond w brawurowy sposób ocali świat? Rozgromi złowrogie siły
(jakie jeszcze nie wiemy) i da nam zastrzyk wiary w cywilizację białego
człowieka.
Świat Bonda jest doskonale
przewidywalny i kontrolowany. Pozornie dostarcza sensacji, ale w gruncie rzeczy
wszystko jest w nim wiadome i ustalone raz na zawsze. Wszystkie role są rozdane
i ściśle określone. M jest królem, Bond rycerzem. Jest oczywiście paskudny
czarny charakter i piękna kobieta. Cała gra jest szczegółowo zaplanowana. Jak
pisze Umberto Ecco można to określić szachowo:
James Bond rozpoczyna i daje mata w
ośmiu posunięciach:
A.
M wykonuje ruch i daje zlecenie Bondowi
B.
Czarny Charakter wykonuje ruch i pojawia się przed Bondem, ewentualnie jako
postać zastępcza
C.
Bond wykonuje pierwszy ruch i daje pierwszego mata Czarnemu Charakterowi - albo
Czarny Charakter daje pierwszego mata Bondowi
D.
Kobieta wykonuje ruch i pojawia się przed Bondem
E.
Bond podporządkowuje sobie Kobietę: zostaje jej kochankiem albo zaczyna ją
uwodzić
F.
Czarny Charakter więzi Bonda (z Kobietą albo bez, lub też każde oddzielnie)
G.
Czarny Charakter torturuje Bonda (czasami również Kobietę)
H.
Bond pokonuje Czarny Charakter (zabija go albo zabija jego zastępcę, albo też
jest obecny przy jego zabiciu)
I.
Bond rekonwalescent przeżywa romans z Kobietą, którą następnie utraci.
Schemat
pozostaje niezmienny[1]
Mimo, że Bond w wersji Daniela
Craiga budzi pewne wątpliwości z racji swojego – jak poniektórzy określają -
pogłębienia psychologicznego, też mieści się wewnątrz tego schematu.
Co ma agent 007 do sprawy polskiej?
Rzeczywistość polityczna III RP
jest pisana na bardzo podobnych zasadach. Role są z góry rozdane i stałe, a od
czasu do czasu zmieniają się tylko aktorzy, którzy je odgrywają z mniejszym,
czy większym talentem. Schemat jest także niezmienny, choć odrobinę inny niż u
Bonda. Te same twarze, w tym samym filmie od 23 lata, a właściwie od lat
siedemdziesiątych. Niestety koszty biletów są coraz większe i sam film coraz
słabszy.
Kim są dramatis personae?
Głównym bohaterem jest Rząd (wyłoniony przez aktualnie jedynie
słuszną partię: OKP, UD, SLD, PO etc) , który ma wszelkie cechy i atrybuty boskie:
chce dobrze dla każdego, wszystko może, jest miłosierny, rozumie swoich poddanych.
Zanim zacznie się psuć jest pozbawiony wad. Ma w sobie wiele ze złotej rybki i
wróżki jednocześnie. Zajmuje się sprawami, które zwykły, szary człowiek nie jest
w stanie ogarnąć swoim rozumem. Ten zbiór supermenów po jakimś czasie ulega
korozji i wtedy wszyscy nagle ze zdziwieniem widzą, że król jest nagi. Po upadku rządu (a często i partii, która
go stworzyła) wyłania się, jak Feniks z popiołów nowy jeszcze doskonalszy.
Na drugim miejscu Lud (obywatele miast i wsi), którzy w
zależności od optyki występuje w dwóch wcieleniach:
Ø
Królewny Śnieżki
(nasz lud, jak lawa), którą jakiś aktywista musi pocałować, żeby się łaskawie
obudziła
Ø
Lemingów,
polactwa, - coś pomiędzy Sodomą i Gomorą (ze względu na lobby sodomitów
panoszące się w przestrzeni społecznej), homo sovieticus, a jedz pij i zaciskaj pasa. Na czole ma
nie tyle krwawe znamię, ale złowróżbne piętno indyferentyzmu zżerające jego
duszę
Lud wyraża swoją wole w sondażach
(czasem kilka razy w tygodniu i jest w tym akcie bardzo zmienny) albo rzadziej
wyborach (w poszukiwaniu mniejszego zła i straconego czasu). Ostatnio lud coraz
bardziej przypomina chór dziadów: nie tyle w sensie stricte z tragedii greckiej,
co par excellence zwyczajnych dziadów bez grosza przy duszy, a do tego jeszcze
solidnie zadłużonych..
Szermierze prawdy (głosiciele dni ostatnich). Trochę Stańczyka,
trochę Wernyhory (tego z Wesela Wyspiańskiego). Przemierzają Polskę fizycznie
lub internetowo. Krzewią wszem i wobec prawdę, która ma nas wyzwolić. Coraz
więcej czasu spędzają na salach sądowych zwłaszcza za sprawą TVN i GW.
Chochoł, czy raczej cała karna i dobrze zorganizowana gromada
chochołów, dbająca o to, aby trzymać lud w uśpieniu. W chocholim tańcu. „Tańcuj, tańczy cała szopka, a cyś to ty za
parobka?” (…)„Powyjmuj im kosy z rąk, poodpasuj szable z pęt, zaraz ich
odejdzie smęt. Na czołach im kółka zrób, skrzypki mi do ręki daj; ja muzykę
zacznę sam, tęgo gram, tęgo gram.” Wesele (akt III, sc. 37). Nic dodać nic
ująć.
Czarny charakter (Wujek Samo
Zło). W wszystkich odcinkach Bonda ci źli byli opisywani jako okropni
brzydcy.
Bond
wchodzi w konflikt z Czarnym Charakterem. Opozycja ta wprowadza do gry różne
wartości; niektóre z nich są jedynie wariantami pary charakterów. Bond
reprezentuje niewątpliwie Urodę i Męskość w stosunku do Czarnego Charakteru,
który jest monstrualnie brzydki i seksualnie do niczego. Monstrualna brzydota
Czarnego Charakteru jest elementem stałym[2]
Tajne organizacje: grają w spiski za pomocą, których trzymają mocno
władzę, okradają Polskę i są gwarantami zagranicznych dominacji. Główną ich
cechą jest to, że ich nie ma, ale jest to tylko wyższa forma obecności. Od
masonów, poprzez WSI, ubeckie watahy i mafię.
Dwa słowa o symbolicznych
przedmiotach.
Czapka z piór (symbol ambicji i próżności)
przynależy nieudacznemu premierowi Donaldowi Tuskowi. Sprawa rogu jest do
dyskusji („(…) kasjsim zabył złoty róg, ostał mi się ino sznur”), ponieważ do tej nagrody kolejka jest długa.
W co gramy?
Oczywiście w jesteśmy w permanentnej
wyprawie po złote runo. Złote runo jest w UE, choć ostatnio jest z tym gorzej i
może będzie trzeba przerzucić się na gaz z łupków.
Niebem jest ład demokratyczny i
sprawiedliwość społeczna. Bez tych rzeczy życie jest zupełnie niemożliwe.
Człowiek niewierzący w te aksjomaty to łajdak i potencjalny Adolf Hitler.
Gra ma taki przebieg:
1.
Siły ancien rezime (rząd i aktualnie jedynie słuszna
partia) popadają w dekadencję i brakuje im kasy
2.
Tajne służby dochodzą do wniosku, że trzeba coś zmienić
(bo ich interesy są zagrożone)
3.
Opozycja i ludzie dobrej woli są do zmiany gotowi i szemrzą
złowrogo
4.
Lud milczy, stoi w kolejkach (za komuny) albo liczy
długi i kultywuje swój wszechogarniający indyferentyzm (za PO, czyli w gruncie rzeczy
też za komuny)
5.
W przedziwny sposób (czasem gabinetowy, niekiedy za
pomocą widowiska telewizyjnego takiego, jak okrągły stół, bywa też, że i na
sposób rewolucyjny) dokonuje się zmiana, za którą stoją określone siły. Czasem udaje się to świetnie jak w 2007 roku, a
czasem sprawy wymykają się z rąk i trzeba produkować Wydarzenia Grudniowe albo
Stan Wojenny
6.
Nowa władza wzbudza nową nadzieję i głosi niezłomną
determinację na drodze radykalnych reform
7.
Każdy ważny urzędnik, polityk robi jeden krok ze swojego
stanowiska na inne dokładnie jak to opisał Stanisław Lem w Dziennikach
Gwiazdowych w podróży XIII:
O północy odbywa się
w całym naszym państwie jeden ruch, jak gdyby, mówiąc obrazowo, wszyscy czynili
jeden krok - i w taki sposób osobnik, który wczoraj był ogrodnikiem, dziś
zostaje inżynierem, wczorajszy budowniczy staje się sędzią, władca -
nauczycielem, i tak dalej. (…) Potężny organizm naszego państwa trwa od wieków
niewzruszony i niezmienny, trwalszy od skały, a trwałość tę zawdzięcza temu, że
raz na zawsze skończyliśmy z efemeryczną naturą jednostkowego istnienia.
Dlatego to mówiłem, że jesteśmy zamienialni w sposób doskonały.[3]
W naszym politycznym systemie nie dotyczy to wszystkich
obywateli oczywiście, a tylko członków nomenklatury. Lud trwa niewzruszony
wykonując nakazane mu obowiązki. Tysiące, dziesiątki tysiącu stanowisk na
urzędach centralnych, partyjnych, w spółkach skarbu państwa, telewizji
publicznej, policji i armii godnie przemierzają nasi umiłowani przywódcy.
8.
Rząd nieuchronnie na skutek swojej niekompetencji prowadzi
do następnego kryzysu. Oczywiście brakuje mu kasy i zadłuża lud do imentu.
9.
Tajne służby dochodzą do wniosku, że trzeba coś zmienić
(bo ich interesy są zagrożone) i wymyślają spisek i cykl się powtarza.
Można spojrzeć na to w sposób nieco
żartobliwy, ponieważ życie polityczne III RP, (którą należy traktować iunctim z
PRL) rządzi się prawami Wielkiej Kołomyi Elementarnej, którą opisał Edmund
Niziurski Siódmym Wtajemniczeniu. Niech nikogo nie zmyli, że nasza metafora
dotyczy zmagań szkolnych gangów – Matusów i Brokerów - rodem ze środkowego
PRL-u. Przeciwnie, dotyka ona samej istoty sprawy relacji pomiędzy rządem i
partią rządzącą, a opozycją (zwłaszcza w warunkach naszej ordynacji wyborczej oraz
wymuszonym na społeczeństwie finansowaniu partii politycznych):
Wytwarzała
się ona automatycznie na skutek swoistej konstrukcji łaźni, która posiadała
dwoje drzwi: jedne, wiodące na korytarz, drugie bezpośrednio na podwórze.
Dzięki temu powstawał zamknięty krąg gonitwy. Kiedy zgraja Blokerów wpadała
przez jedne drzwi, przez ten czas Matusy uciekali przez drugie. Blokerzy
pędzili za nimi, zanim jednak ostatni z nich zdołali wybiec z łaźni, już na
karkach siedzieli im Matusy, którzy zdążyli przez ten czas okrążyć łaźnię i
wpaść do środka ponownie przez pierwsze drzwi. Rzecz jasna, w tym układzie nie
sposób było dojść, kto tu właściwie ucieka, a kto goni. Każdy czuł się
jednocześnie ścigającym i ściganym, co oczywiście pomagało obu bandom zachować
twarz, dobre samopoczucie i honor, na punkcie którego wszyscy byli bardzo
czuli.(…) Zorientowałem się wkrótce, że tą szaloną gonitwą rządziły jakieś
niepisane prawa. Jakby obie strony milcząco się umówiły, że raz zaczęta zabawa nie
może być przerwana ani w żaden sposób odmieniona. I w tym też leżał największy
urok Kołomyi.[4]
Horyzont zdarzeń jest określony,
pojęcia ustalone, karty rozdane. Żeby to zmienić trzeba pieniędzy i wysokiego
poziomu samoorganizacji społeczeństwa, a jednego i drugiego, jak na lekarstwo.
Może pomogą nam w tym JOW i www.zmieleni.pl
?
Pewien etnograf opisuje przypadek
indiańskiego plemienia, które zawsze żyło w amazońskiej dżungli. Gdy pewnego
dnia razem z tym badaczem z lękiem wyszli na jej skraj w oddali zobaczyli jakieś
duże zwierzęta. Zapytali badaczy dlaczego są taki małe, przecież w
rzeczywistości są większe. Po prostu ci ludzie nie znali zjawiska perspektywy.
Jak jest z nami?
Przewidywalność naszego świata jest
dokładnie taka sama jak w Bondzie. Pozornie ktoś na dostarcza sensacji, ale w
gruncie rzeczy jest to świat w którym wszystko jest wiadome. System jest
doskonale redundantny, czyli zawiera tak dużo informacji o swojej istocie, że
nawet jak jakiś element na chwilę zapomni, co ma robić to i tak wszystko
pozostaje na swoim miejscu, bo inni uczestnicy sytemu mają nadmiar informacji:
co, kto i gdzie ma robić. Redundancja to inaczej nadmiarowość.
Redundancję
stosuje się wszędzie tam gdzie wymagana jest bezawaryjna praca systemu lub
urządzeń oraz ludzi. Sprawdza się znakomicie w przypadku ochrony życia
(samoloty, statki) oraz w przypadku ochrony ważnych danych[5].
Bezawaryjna praca sytemu…Zdarza się
przecież czasem błąd i jakiś Peter Vogel (uważany za skarbnika lewicy) znużony
siedzeniem w areszcie wydobywczym zaczyna zbyt dużo mówić. Jakaś nieostrożna
rozmowa na cmentarzu, chwiejąca się piramida finansowa…System upora się ze wszystkim.
Żeby to zmienić musielibyśmy zastąpić
tę grę inną albo z niej wyjść. Dlatego właśnie został wprowadzony Stan Wojenny,
ponieważ aktywność ludzi w czasie Karnawału Solidarności zniszczyła scenariusz pozornej
przemiany(zastąpienia Edwarda Gierka
i jego ekipy innymi umiłowanymi przywódcami – człowiekami honoru Jaruzelskim i Kiszczakiem). Ale ten fatalny błąd
się już nie powtórzy. Czuwają na tym nie byle jacy specjaliści: wszystko musi
dziać się planowo, jak w Bondzie. Przytoczmy jeszcze raz słowa Ecco o książkach
Iana Flemminga:
Słuszniej
byłoby więc porównać jego książki do meczu koszykówki rozgrywanego przez Harlem
Globtrotters przeciwko małej prowincjonalnej drużynie. Wiadomo całkiem na
pewno, kto wygra i zgodnie z jakimi regułami; przyjemność polegać będzie
jedynie na obserwowaniu, jakie mistrzowskie chwyty zastosują Globtrottersi,
dzięki jakim pomysłom potwierdzą nasze przewidywania, za sprawą jakiej
żonglerki zakpią sobie z przeciwnika. W powieściach Fleminga mamy do czynienia
w modelowy wręcz sposób z ową grą przesądzoną, redundantną, typową dla
mechanizmów kultury masowej sprzyjających ucieczce od rzeczywistości.[6]
Jesteśmy od lat ogrywani przez tajemniczy
Harlem Globetrotters, dysponujący poważnymi środkami i możliwościami.
Specjaliści od socjotechniki manipulują umysłami i skutecznie sterują
społeczeństwem.
Pozostało nam tylko na koniec wymyślić
dobry tytuł dla naszej wersji Bonda. Możliwości są szerokie. Tytuły filmów
wręcz bezpośrednio odnoszą się do naszej rzeczywistości:
Casino Royale – minister finansów średniej wielkości państwa
europejskiego, niejaki Vincent za wszelką cenę musi wygrać bilion złotych w
kasynie, aby uratować budżet państwa. Jego przeciwnikiem jest czarny charakter
Jarosław Kaczyński.
Pozdrowienia z Rosji to film opowiadających o niezwykłych staraniach
prezydenta średniej wielkości państwa europejskiego, mających na celu
zacieśnienie (dalsze) przyjaznych stosunków z innym państwem częściowo
europejskim. Cała historia pełna jest wielkiego bulu… Przeszkadza w tym zbożnym dziele – jakże by inaczej -czarny
charakter Jarosław Kaczyński.
Goldfinger wypisz wymaluj szef Amber Gold & consorties
wypłukujący ze złota tubylczą ludność średniej wielkości państwa europejskiego.
Jak się domyślamy w całą sprawę zamieszany jest pewien czarny charakter…
Ośmiorniczka – jak wiadomo, jest w każdym mieście powiatowym.
Składa się z szefa miejscowej struktury partii rządzącej, przewodniczącego
sądu, prokuratora, kogoś z urzędu skarbowego i tak dalej.. Kto jest czarnym
charakterem nawet nie warto pisać…
Żyj i pozwól umrzeć to odcinek dedykowany emerytom i bezrobotnym, a
także klientom służby zdrowia pewnego średniej wielkości państwa europejskiego.
Rozwiązaniem sytuacji jest proste: bezrobotni zjadają chorych.
Świat to za mało opowiada historię dość ambitnego premiera średniej
wielkości państwa europejskiego za wszelką cenę pragnącego wyrwać się z
zaścianka i wrócić do centrali, do swojej A.M. Prześladuje go oczywiście czarny
charakter Jarosław Kaczyński.
Tę listę można ciągnąć jeszcze
długo, ale damy spokój. Nie jest pewne, czy role statystów jakie nam wyznaczone
w filmie reżyserowanym przez…(tu zdania są podzielone) wyjdą nam na zdrowie.
Koszty produkcji się zwiększają, zyski maleją. Grozi nam plajta.