poniedziałek, 19 listopada 2012



Indyferentyzm nasz powszedni


Nie interesuję się polityką! To nie dla mnie! – To zdanie możemy bardzo często słyszeć, kiedy chcemy porozmawiać o czymś, co wykracza poza sport i medialne plotki. W latach osiemdziesiątych byłoby to nie do pomyślenia. Ktoś kto deklarował, że nie interesuje się polityką i sprawami Polski uznany by został zostałby za dziwaka lub kogoś mocno podejrzanego.
Ucieczka od spraw publicznych idzie w parze z zobojętnieniem na wszystko, co nie jest prywatne. Patriotyzm, kryzys, gospodarka mają o tyle znaczenie o ile naruszają sferę prywatną. Lament powoduje błędna decyzja urzędnika, niemożność dostania się do lekarza specjalisty. Póki jesteśmy zdrowi i mamy trochę kasy jest wszystko OK. Jak wiemy szczytem marzeń wielu Polaków jest bycie urzędnikiem państwowym, bo tam na etacie, ich zdaniem, można prowadzić słodkie dolce far niente i mieć w nosie wszystko i wszystkich.
Oczywiście nie dotyczy to każdego. Istnieje grono ludzi bardzo zaangażowanych i ideowych czego mogą dowodzić ostatnie wielkie demonstracje w Warszawie zorganizowane przez Solidarność, środowiska związane z Radiem Maryja i Telewizji trwam oraz PIS. Jednak podział pomiędzy zaangażowanymi i obojętnymi staje się coraz bardziej widoczny i wiele wskazuje, że wbrew optymistycznym wizjom aktywistów tych obojętnych jest więcej. Przebudzenie widzi ten, kto chce je widzieć.
Władimir Bukowski, świetny pisarz i politolog rosyjski twierdzi, że źródła zła w Rosji wynikają przede wszystkim z indyferentyzmu szerokich rzesz społeczeństwa. Wiele wskazuje, że i w naszym kraju nie jest inaczej.
Co to jest indyferentyzm? Inaczej mówiąc to postawa zobojętnienia dotycząca bardzo różnych dziedzin życia: spraw politycznych, społecznych, religijnych. czy nawet identyfikacji z danym terytorium.
Generalnie mówiąc: obojętność wobec norm panujących w danej społeczności. Prowadzi to do relatywizmu norm. W konsekwencji do zatarcia różnicy pomiędzy dobrem i złem, co w skutkuje nihilizmem. Nihilizm to brak wiary w istnienie jakichkolwiek pewnych lub absolutnych norm moralnych i wszelkich innych. Oznacza brak sensu i celu ludzkiego istnienia.
Wynika z tego, że konsekwencje indyferentyzmu są bardzo poważne, ponieważ prowadzą do degeneracji naszej cywilizacji (łacińskiej) państwa i narodu, któremu zostanie odebrany sens istnienia. Może rzeczywiście lepiej być europejczykiem (chociaż takiego narodu nie ma) niż Polakiem?
Skąd się bierze indyferentyzm?  Spójrzmy na problem systemowo. Zjawisko to wywołuje, nie jeden, ale kilka wzajemnie powiązanych czynników. Z czego wynika wszechogarniająca obojętność na sprawy publiczne?
Przede wszystkim z prania mózgu dokonywanego co dziennie przez media, które propagują prymitywny hedonizm i konsumpcjonizm i użycie za wszelką cenę. Taka postawa rodzi (zaspokojona lub nie) prędzej, czy później frustrację i nudę. Jeśli nie możesz konsumować, bo zarabiasz zbyt mało stajesz się wykluczony i bezwartościowy.
Jeżeli masz pieniądze i bez umiarkowania wydajesz je na wszelkie dobra i usługi wchodzisz na kolej stopnie spirali hedonistycznej i zmierzasz do nikąd, ponieważ nigdy nie osiągniesz zaspokojenia i zadowolenia. Zawsze możesz mieć lepszy komputer albo telefon, szybszy samochód czy bardziej okazały dom. Sprowadzenie całej aktywności człowieka do zarabiania pieniędzy i wydawania ich (konsumowania, które stanowi o jego statusie i wartości) w efekcie powoduje zobojętnienie na problemy innej natury. Zanik motywacji prospołecznych w tym patriotycznych i wolnościowych. Pieniądze są ważne, ale jeśli stają się Bogiem to przesłaniają cały świat.
Z drugiej strony podobne konsekwencje rodzi skrajna bieda. Człowiek bez wytchnienia goniący za każdym groszem, żeby zaspokoić podstawowe potrzeby swoje i rodziny często nie ma czasu i ochoty głębiej zaangażować się w kwestie społeczne. Warto, żeby o tym pamiętali politycy, którym co miesiąc wpływają pensje poselskie na konto, wysyłający innych na barykady.
Skostniała struktura społeczna (efekt złodziejskich prywatyzacji, ordynacji wyborczej i finansowania partii politycznych) nie daje wielu szans na awans. W Polsce jest bardzo mała wymienialność kadr i ma wszelkie znamiona partyjniactwa, nepotyzmu i kolesiostwa, co każdy może potwierdzić własnym życiowym doświadczeniem. A skoro życie społeczne nie daje szans realizacji swoich pomysłów to nie warto nim się zajmować.
Czy to jest ucieczka od wolności Ericha Fromma, czy postawa Felicjana Dulskiego: A dajcie wy mi wszyscy święty spokój ! to rzecz do rozstrzygnięcia.
Zanik patriotycznego wychowania w szkole, wielu głównych mediach i licznych rodzinach też nie pomaga wychowywać młodych ludzi zaangażowanych w życie publiczne. Każdy kto ma oczy ten widzi, że w przestrzeni publicznej doskonale funkcjonują ludzie. skompromitowani aferami korupcyjnymi, brakiem kompetencji oraz sprawami związanymi z Tragedią Smoleńską. Takie wzorce nie pozostają to bez wpływu na postawy młodszych i starszych Polaków. Bezwstyd i bezkarność wielu postaci publicznych i oficjeli odstręcza od uczestniczenia w życiu społecznym.
Do tego nie umiemy i nie chcemy rozmawiać o polityce, bo w opinii wielu jest ona brudna a politycy sprzedajni. Popieranie tej, czy tamtej partii przypomina wyznanie wiary lub wstąpienie do sekty. Każde podważenie własnego zdania, opinii prowadzi do zacietrzewienia i konfliktów.
Jeszcze dwa słowa o mediach. Media nie komunikują, ale w większości indoktrynują, prowadzą propagandę ekipy trzymającej władze. Knajacki, prymitywny (często pełen agresji i seksu) poziom rozrywki też nie pozostaje bez wpływu na sposób widzenia świata i postawy odbiorców. Społeczeństwo w oczywisty sposób kontrolowane jest poprzez rozrywkę. Media nie propagują postaw patriotycznych, zaangażowanych społecznie ale sprzedają wizję człowieka ograniczonego, prymitywnego, którego zainteresowania nie wykraczają poza hasła propagandowe, sport, popularne seriale i plotki.
Jak w tym kontekście można ocenić role Kościoła i duchowieństwa jest sprawą dyskusyjną.
Kard. Gianfranco Ravasi, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury w wywiadzie dla Gościa Niedzielnego mówi tak:
Trzecim wyzwaniem, jeszcze bardziej złożonym, jest zjawisko obojętności (indyferentyzmu). Jest ono pośrednio owocem sekularyzacji, ale niekoniecznie i nie tylko. Dzisiejszy indyferentyzm religijny nie polega na zaprzeczaniu istnieniu Boga, ale związany jest z odrzuceniem wszelkich obowiązujących wartości. Jest to postawa, której towarzyszy niezdolność odkrycia głębszego sensu egzystencji. Oznacza brak wrażliwości kulturalnej i duchowej.
Ostrzega, że indyferentyzm jest gorszy nawet od ateizmu teoretycznego, który jest pewną propozycją myślową. Indyferentyzm proponuje całkowitą obojętność wobec norm i wartości oraz zagłusza pytania metafizyczne tkwiące w człowieku.
Poziom samoorganizacji w Polsce jest mały. To też nie pomaga znaleźć swojego miejsce w życiu społecznym nawet jak ktoś ma na to ochotę.
Warto przy okazji tych rozważań zauważyć, że ludzie zaangażowani politycznie mają mylną (czy niepełną) perspektywę, ponieważ często uważają, że sprawami które są dla nich ważne żyje większość ludzi w Polsce. Nie jest to prawda, a myślenie życzeniowe. Politycy, działacze społeczni zazwyczaj kontaktują się wyłącznie z ludźmi, którzy podzielają ich pasje i poglądy i chcą z nimi rozmawiać. Do innych fatygują się rzadko, o ile to w ogóle robią.
Nastały czasy misjonarzy czy jak kto woli pracy organicznej.
 Pamiętacie Najdłuższą wojnę nowoczesnej Europy? Filmowa saga ukazująca na przykładzie kilku rodzin walkę Polaków z naporem germanizacyjnym w Wielkopolsce w okresie od 1815 do 1918 roku. Wielu krytyków zaliczyło "Najdłuższą wojnę..." do "najmądrzejszych i najważniejszych polskich seriali". "Oto historia jedynej polskiej wojny w XIX wieku, konsekwentnie przeprowadzonej i do końca wygranej, o której jednak głucho w podręcznikach historii. Czy dlatego, że jej największe batalie stoczono nie na koniu i z szablą, ale w zaciętej, organicznikowskiej pracy na wszystkich polach społecznej aktywności, od handlu, bankowości i wzorowej organizacji życia gospodarczego poczynając, a na wysokiej kulturze rolnej chłopa wielkopolskiego kończąc? (filmpolski.pl)
Samo gadanie to wiele za mało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz