czwartek, 17 stycznia 2013

Kiedyś byłe młody i gniewny a teraz jestem stry i wkur...





Tak odpowiedział na pytanie: Co słychać w Nowym Roku? pewien nasz znajomy w średnim wieku.
Ten, kto wyjdzie na przeciw setkom tysięcy Polaków pozostawionych samym sobie w sytuacji kryzysu może wygrać wszystko. Na pytanie jak żyć? Trzeba odpowiedzieć: tylko w ścisłej symbiozie z władzą, inaczej robienie interesów i zwyczajne zarabianie pieniędzy jest bardzo utrudnione. Tak jest w Warszawie oraz w całej reszcie kraju, gdzie tysiące układów i układzików zawłaszczyły prawie wszystko oprócz powietrza (chodź  drugiej strony pakiet klimatyczny tez nas bije po kieszeni). Innym pozostaje szara strefa, lub opieka społeczna.
Coraz więcej Polaków jest zadłużonych i coraz częściej nie jest to wina konsumpcyjnego nastawienia do życia, ale konieczności: 20 % rodzin żyje poniżej granicy ubóstwa Wniosek z oglądu liczb nasuwa się sam. Sytuacja dochodowa milionów polskich rodzin zmusza je do sięgnięcia po kredyt. W ten sposób wpadają one z konieczności w kleszcze z jednej strony fiskalnej opresji rządu, z drugiej zaś, bezwzględnych praktyk sektora bankowego, zresztą niepolskiego, nastawionego na zysk za wszelką cenę. Beneficjentem takiego układu jest gracz trzeci – sektor parabankowy, natomiast faktycznym jego akuszerem jest sam rząd Tuska i Rostowskiego. (Pożyczają z konieczności Prof. dr hab. Feliks Grądalski. Nasz.dziennik.pl)
Zaległości w regulowaniu rachunków ma 2 mln 215 tys. Naszych rodaków. Brak pieniędzy i długi to problem wstydliwy. Przecież inni (ci, których pokazują telewizory) radzą sobie tak dobrze. Tylko nie Ty.
Ludzie mający kłopoty nie znajdują dostatecznej opieki pod każdym względem. Mają ograniczony (albo żaden) dostęp do usług medycznych, ponieważ bardzo wiele z nich jest nie ubezpieczonych, a na prywatne usługi medyczne nie mają kasy.
W swoich kłopotach pozostawieni są sami sobie z opresyjnym, skomplikowanym systemem prawnym. Bardzo trudno dochodzić przed sądami swoich praw z powodu braku pieniędzy i rozlicznych wad sytemu prawnego. Samowola urzędników wszelkiego stopnia przypomina czasy PRL-u i osławioną abrogację władzy (do kwadratu). Urzędnik skarbowy, czy komornik mogą sobie pozwolić na bardzo wiele całkiem bezkarnie.
Dostęp do pomocy psychologicznej jest równie iluzoryczny. Na wizytę u psychologa trzeba czekać miesiącami. Na wizytę, która często potrzebna jest natychmiast. Skala zapotrzebowani jest ogromna. System rodzi psychopatologię, czego efektem jest zjawisko wykluczenia społecznego, rozpad rodzin, wyrost liczby samobójstw i uzależnień. Jeśli ktoś nie ma wsparcia w rodzinie i przyjaciołach marny jego los. Rośnie fala ludzi sprowadzonych na krawędź desperacji.
Szczególnie obrzydliwa jest rola mediów (w pełni zasługują na miano nie mainstreamowych tylko reżimowych). Udają, że stają po stronie tak zwanego szarego człowieka i wylewają krokodyle łzy nad losem bezdomnego żyjącego na kupie śmieci na mrozie, czy jakiejś samotnej matki wychowującej za 500 złoty troje dzieci. Jednak, czy to nie większość tych mediów czynnie przez ostatnie lata popierała środowisko władzy, które jest przyczyną i źródłem sytuacji w jakiej się znaleźliśmy? Nie miejmy złudzeń, że ci propagandyści udający dziennikarzy stoją po naszej stronie. Główna rola mediów (oczywiście poza nielicznym marginesem) to utrzymywanie ludzi w iluzji, że wszystko jest pod kontrolą i będzie dobrze albo nawet jeszcze lepiej. Utrzymywaniem społeczeństwa w stanie bierności i letargu. Kanalizowaniu nastrojów i odwracaniu uwagi od rzeczywistych problemów.
Często ludziom w kłopotach trudno liczyć na pomoc środowiska, w którym pracują czy mieszkają. Więzi społeczne uległy dezintegracji, a dominującą postawą jest indyferentyzm wobec wszystkich spraw społecznych i politycznych. Oczywiście tak długo dopóki utrata pracy, czy jakieś inne kłopoty nie dotkną takiego obojętnego. Wtedy następuje natychmiastowy wzrost radykalizmu i skokowe zainteresowanie się polityką i wyklinanie władzy na potęgę. A władza ma do zaoferowania tylko propagandową nowo mowę, większe podatki i potencjalne represje. Na nic innego nie można liczyć.
Przykro to powiedzieć, ale nic też nie wskazuje aby Kościół był w jakiś szczególny sposób zainteresowany wzbierającą falą kryzysu. Ksiądz Isakowicz - Zaleski nie tak dawno w programie Jana Pospieszalskiego powiedział, że nie ma już w episkopacie kapłanów tej miary, co arcybiskup Ignacy Tokarczuk i nie bardzo wiadomo, czy Kościół stoi po stronie władzy, czy ludzi.
W ostatnim czasie byliśmy (autorzy) świadkami kilku dramatycznych zdarzeń kryzysowych w organizacjach prywatnych i państwowych. Zwróciło naszą uwagę to, że nikt po pomoc nie udał się do żadnych organizacji związkowych. Nikt nawet o tym nie pomyślał. Dlaczego? Może warto zastanowić się nad tym pytaniem.
Póki, co ludzie nie buntują się. Nie protestują nawet za bardzo przeciwko rozmaitym podwyżkom kosztów komunikacji, rosnącym cenom podstawowych produktów spożywczych. Przeklinają władze i porządki panujące w Polsce, ale agresja nie jest wyrażana w formie społecznego buntu. Być może dlatego, że nie znajdują żadnych form wyrażenia swojego żalu i frustracji.  Ten stan nie będzie trwał wiecznie. Prędzej, czy później znajdą ścieżki zorganizowanego lub spontanicznego protestu. Historia PRL-u poucza o tym bardzo dobitnie.
Wiele napisano o skostniałym świecie polityki i nie ma tego, co powtarzać. Panika z jaką się spotkało powodzenie Marszu Niepodległości i zapowiedziane tworzenie się społecznego ruchu narodowego jest tego doskonałą ilustracją. Wszelkie istniejące partie polityczne i organizacje, fundacje finansujące ich działalności utrzymują, że dysponują pewnymi metodami uratowania nas od zapaści. Wystarczy tylko je poprzeć a nastąpi raj na ziemi. Wiele wskazuje, że mogą się mylić. Prawie ćwierć wieku III RP jest tego dowodem.
Polska coraz bardziej dzieli się na kraj biedaków, którym władza w takiej, czy innej formie zabiera 80% bogactwa, które wytwarzają i beneficjentów sytemu: aparat władzy, urzędnicy, biznesmani powiązanych z administracją lokalną i centralną. Dobrane grono niezlustrowanych klientów grubej kreski bogacących się naszym kosztem od dziesiątków lat. Nie jest ich mało i mają pieniądze i silę aby bronić swojego stanu posiadania.
Nawet jeśli nasi bliźni są durniami, którzy dali się namówić na zaciąganie lekkomyślne kredytów, nawet jeśli są lemingami pragnącymi bezrefleksyjnie wierzyć w prawdziwe kłamstwa (pamiętacie taki film?) reżimowej propagandy. Jeśli nawet …to przecież nie możemy się biernie przyglądać ich niedoli. A to dopiero początek wzbierającej fali.
Zła wola, kłamstwa i niegodziwość tworzą struktury społecznego zła.
Czym jest grzech strukturalny?
Pokusa utraty wrażliwości i pokusa bezczynności, apatii czy też gnuśności wobec istniejącego zła oznacza w efekcie deprawację sumień. To właśnie te postawy są realnym skutkiem i konsekwencję struktur grzechu, które pozostają w ścisłej relacji do zaniku czy też eliminowania samego pojęcia „struktur grzechu”. Można zaobserwować pewien proces: istnieje rozległe zło utrwalone w wielu sektorach życia – pojawia się wobec niego postawa bierności i zaniku reakcji – w efekcie nie mówi się ani o grzechu, ani o strukturach grzechu, by nie niszczyć sobie dobrego samopoczucia (udaje się, że „problem” nie istnieje). Ostatecznie struktury grzechu umacniają się bez jakiegokolwiek oporu. (PAWEŁ BORTKIEWICZ, Grzech strukturalny. Nr.5, Magazynu Apokaliptycznego. 44 / Czterdzieści i Cztery, fronda.pl)
Podsumowując: rośnie fala osamotnionych ludzi borykających się desperacko z życiowymi trudnościami, którzy są pozostawienie sami sobie. Jedni problemu nie widza bo nie chcą, inni bo są głupi, jeszcze inni bo są ślepi. Wzbiera tsunami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz