Tak odpowiedział na pytanie: Co słychać w Nowym Roku? pewien nasz
znajomy w średnim wieku.
Ten, kto wyjdzie na przeciw setkom
tysięcy Polaków pozostawionych samym sobie w sytuacji kryzysu może wygrać
wszystko. Na pytanie jak żyć? Trzeba
odpowiedzieć: tylko w ścisłej symbiozie z władzą, inaczej robienie interesów i
zwyczajne zarabianie pieniędzy jest bardzo utrudnione. Tak jest w Warszawie oraz
w całej reszcie kraju, gdzie tysiące układów i układzików zawłaszczyły prawie
wszystko oprócz powietrza (chodź drugiej
strony pakiet klimatyczny tez nas bije po kieszeni). Innym pozostaje szara
strefa, lub opieka społeczna.
Coraz więcej Polaków jest
zadłużonych i coraz częściej nie jest to wina konsumpcyjnego nastawienia do
życia, ale konieczności: 20 % rodzin żyje poniżej granicy ubóstwa Wniosek z oglądu liczb nasuwa się sam.
Sytuacja dochodowa milionów polskich rodzin zmusza je do sięgnięcia po kredyt.
W ten sposób wpadają one z konieczności w kleszcze z jednej strony fiskalnej
opresji rządu, z drugiej zaś, bezwzględnych praktyk sektora bankowego, zresztą
niepolskiego, nastawionego na zysk za wszelką cenę. Beneficjentem takiego
układu jest gracz trzeci – sektor parabankowy, natomiast faktycznym jego
akuszerem jest sam rząd Tuska i Rostowskiego. (Pożyczają z konieczności
Prof. dr hab. Feliks Grądalski. Nasz.dziennik.pl)
Zaległości w regulowaniu rachunków
ma 2 mln 215 tys. Naszych rodaków. Brak pieniędzy i długi to problem wstydliwy.
Przecież inni (ci, których pokazują telewizory) radzą sobie tak dobrze. Tylko
nie Ty.
Ludzie mający kłopoty nie znajdują
dostatecznej opieki pod każdym względem. Mają ograniczony (albo żaden) dostęp
do usług medycznych, ponieważ bardzo wiele z nich jest nie ubezpieczonych, a na
prywatne usługi medyczne nie mają kasy.
W swoich kłopotach pozostawieni są
sami sobie z opresyjnym, skomplikowanym systemem prawnym. Bardzo trudno dochodzić
przed sądami swoich praw z powodu braku pieniędzy i rozlicznych wad sytemu
prawnego. Samowola urzędników wszelkiego stopnia przypomina czasy PRL-u i
osławioną abrogację władzy (do kwadratu). Urzędnik skarbowy, czy komornik mogą
sobie pozwolić na bardzo wiele całkiem bezkarnie.
Dostęp do pomocy psychologicznej
jest równie iluzoryczny. Na wizytę u psychologa trzeba czekać miesiącami. Na
wizytę, która często potrzebna jest natychmiast. Skala zapotrzebowani jest
ogromna. System rodzi psychopatologię, czego efektem jest zjawisko wykluczenia
społecznego, rozpad rodzin, wyrost liczby samobójstw i uzależnień. Jeśli ktoś
nie ma wsparcia w rodzinie i przyjaciołach marny jego los. Rośnie fala ludzi
sprowadzonych na krawędź desperacji.
Szczególnie obrzydliwa jest rola
mediów (w pełni zasługują na miano nie mainstreamowych tylko reżimowych).
Udają, że stają po stronie tak zwanego szarego człowieka i wylewają krokodyle
łzy nad losem bezdomnego żyjącego na kupie śmieci na mrozie, czy jakiejś
samotnej matki wychowującej za 500 złoty troje dzieci. Jednak, czy to nie
większość tych mediów czynnie przez ostatnie lata popierała środowisko władzy,
które jest przyczyną i źródłem sytuacji w jakiej się znaleźliśmy? Nie miejmy
złudzeń, że ci propagandyści udający dziennikarzy stoją po naszej stronie. Główna
rola mediów (oczywiście poza nielicznym marginesem) to utrzymywanie ludzi w
iluzji, że wszystko jest pod kontrolą i będzie dobrze albo nawet jeszcze lepiej.
Utrzymywaniem społeczeństwa w stanie bierności i letargu. Kanalizowaniu
nastrojów i odwracaniu uwagi od rzeczywistych problemów.
Często ludziom w kłopotach trudno liczyć
na pomoc środowiska, w którym pracują czy mieszkają. Więzi społeczne uległy
dezintegracji, a dominującą postawą jest indyferentyzm wobec wszystkich spraw
społecznych i politycznych. Oczywiście tak długo dopóki utrata pracy, czy jakieś
inne kłopoty nie dotkną takiego obojętnego. Wtedy następuje natychmiastowy
wzrost radykalizmu i skokowe zainteresowanie się polityką i wyklinanie władzy
na potęgę. A władza ma do zaoferowania tylko propagandową nowo mowę, większe
podatki i potencjalne represje. Na nic innego nie można liczyć.
Przykro to powiedzieć, ale nic też
nie wskazuje aby Kościół był w jakiś szczególny sposób zainteresowany wzbierającą
falą kryzysu. Ksiądz Isakowicz - Zaleski nie tak dawno w programie Jana
Pospieszalskiego powiedział, że nie ma już w episkopacie kapłanów tej miary, co
arcybiskup Ignacy Tokarczuk i nie bardzo wiadomo, czy Kościół stoi po stronie
władzy, czy ludzi.
W ostatnim czasie byliśmy (autorzy)
świadkami kilku dramatycznych zdarzeń kryzysowych w organizacjach prywatnych i
państwowych. Zwróciło naszą uwagę to, że nikt po pomoc nie udał się do żadnych organizacji
związkowych. Nikt nawet o tym nie pomyślał. Dlaczego? Może warto zastanowić się
nad tym pytaniem.
Póki, co ludzie nie buntują się. Nie
protestują nawet za bardzo przeciwko rozmaitym podwyżkom kosztów komunikacji,
rosnącym cenom podstawowych produktów spożywczych. Przeklinają władze i
porządki panujące w Polsce, ale agresja nie jest wyrażana w formie społecznego
buntu. Być może dlatego, że nie znajdują żadnych form wyrażenia swojego żalu i
frustracji. Ten stan nie będzie trwał
wiecznie. Prędzej, czy później znajdą ścieżki zorganizowanego lub
spontanicznego protestu. Historia PRL-u poucza o tym bardzo dobitnie.
Wiele napisano o skostniałym
świecie polityki i nie ma tego, co powtarzać. Panika z jaką się spotkało
powodzenie Marszu Niepodległości i zapowiedziane tworzenie się społecznego
ruchu narodowego jest tego doskonałą ilustracją. Wszelkie istniejące partie
polityczne i organizacje, fundacje finansujące ich działalności utrzymują, że
dysponują pewnymi metodami uratowania nas od zapaści. Wystarczy tylko je
poprzeć a nastąpi raj na ziemi. Wiele wskazuje, że mogą się mylić. Prawie
ćwierć wieku III RP jest tego dowodem.
Polska coraz bardziej dzieli się na
kraj biedaków, którym władza w takiej, czy innej formie zabiera 80% bogactwa,
które wytwarzają i beneficjentów sytemu: aparat władzy, urzędnicy, biznesmani
powiązanych z administracją lokalną i centralną. Dobrane grono niezlustrowanych
klientów grubej kreski bogacących się naszym kosztem od dziesiątków lat. Nie
jest ich mało i mają pieniądze i silę aby bronić swojego stanu posiadania.
Nawet jeśli nasi bliźni są
durniami, którzy dali się namówić na zaciąganie lekkomyślne kredytów, nawet
jeśli są lemingami pragnącymi bezrefleksyjnie wierzyć w prawdziwe kłamstwa (pamiętacie
taki film?) reżimowej propagandy. Jeśli nawet …to przecież nie możemy się
biernie przyglądać ich niedoli. A to dopiero początek wzbierającej fali.
Zła wola, kłamstwa i niegodziwość
tworzą struktury społecznego zła.
Czym
jest grzech strukturalny?
Pokusa
utraty wrażliwości i pokusa bezczynności, apatii czy też gnuśności wobec
istniejącego zła oznacza w efekcie deprawację sumień. To właśnie te postawy są
realnym skutkiem i konsekwencję struktur grzechu, które pozostają w ścisłej relacji
do zaniku czy też eliminowania samego pojęcia „struktur grzechu”. Można
zaobserwować pewien proces: istnieje rozległe zło utrwalone w wielu sektorach
życia – pojawia się wobec niego postawa bierności i zaniku reakcji – w efekcie
nie mówi się ani o grzechu, ani o strukturach grzechu, by nie niszczyć sobie
dobrego samopoczucia (udaje się, że „problem” nie istnieje). Ostatecznie
struktury grzechu umacniają się bez jakiegokolwiek oporu. (PAWEŁ
BORTKIEWICZ, Grzech strukturalny. Nr.5, Magazynu Apokaliptycznego. 44 /
Czterdzieści i Cztery, fronda.pl)
Podsumowując: rośnie fala osamotnionych ludzi
borykających się desperacko z życiowymi trudnościami, którzy są pozostawienie
sami sobie. Jedni problemu nie widza bo nie chcą, inni bo są głupi, jeszcze
inni bo są ślepi. Wzbiera tsunami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz