piątek, 14 czerwca 2013

Narcystyczne organizacje




Może ich spotkałeś na swojej drodze.
Roman to żywe uosobienie człowieka sukcesu. Jest szefem - współudziałowcem dużej firmy reklamowej, zarabia kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie a może i więcej. Pracownicy to członkowie jego plemienia, którego on jest wodzem i dlatego winni mu podziw i posłuch. Jest bezwzględny i okrutny, i często ociera się o granice prawa. Manipuluje ludźmi, kłamie w „żywe oczy”. Głęboko przekonany o swojej niezwykłej wartości. Zajęty wyłącznie realizacją własnych potrzeb. Firma to jego szyld reklamowy.
Ewa pracuje jako działacz (animator) w „kulturze”. Jest ceniona w swoim środowisku. Kiedy z nią rozmawiasz,  peroruje wyłącznie o sobie i swoich sprawach. Drugą jej pasją jest oplotkowywanie bliźnich - o każdym ma na podorędziu coś paskudnego do powiedzenia. Mnóstwo pieniędzy wydaje na stroje. Liczy się wyłącznie wizerunek zewnętrzny, prawa jej działań i firmy, w której pracuje,

Ci ludzie, jeśli uznają, że możesz się im do czegoś nadać – stają się nader mili i sympatyczni. I bardzo zakochani. Wyłącznie w sobie samych. Choć zdaniem Ericha Froma narcyz nie umie kochać ani innych, ani samego siebie. Tak na dobrą sprawę, nie potrafi też zarządzać. Zdaniem psychologa Leszka Mellibrudy w Stanach Zjednoczonych aż 35 proc. nietrafionych decyzji menedżerskich obciążonych błędami wynikającymi z narcystycznego sposobu zarządzania.[1]
Osobnika narcystycznego interesuje tylko osiągnięcie celu, a jeśli cel firmowy jest tożsamy z jego celem osobistym – przed niczym się nie cofnie, aby go osiagnąć. Sukces jest wysoko opłacany i przynosi zaszczyty, czyli wszytko to, co jest jemu potrzebne do życia. W sytuacjach niejasnych tacy ludzie, stojący na czele organizacji dla wielu mogą wydawać się atrakcyjni, ponieważ forują zdecydowane rozwiązania a wtedy podjęta decyzja (choćby nie do końca słuszna), daje poczucie znalezienia kierunku działania w chaosie. Być może dla tych powodów – zdaniem niektórych badaczy – typ narcystyczny jest coraz częściej spotykany na wysokich stanowiskach menedżerskich, ponieważ pomiędzy organizacjami toczy się bezwzględna walka o pieniądze i narcyz może być w niej przydatny.
Bardzo pewni siebie narcystyczni przywódcy mogą być skuteczni, ale tylko do pewnego stopnia, do pewnego progu, którego nie są w stanie przekroczyć. Czasem zdarza się narcyz przywódca odniesie sukces ale zazwyczaj ten styl dowodzenia organizacją prowadzi do kłopotów lub wręcz katastrof.
Dla wielu narcyzm jest jednoznacznie zły a jego przedstawiciele to ludzie, o których napisaliśmy wyżej. Daniel Goleman zauważa, że ma on też i swoją „jasną stronę”, kiedy jest oznaką zdrowej pewności siebie i jest to postawa, która polega na posiadaniu dobrego zdania na swój temat, dzięki czemu możemy wykorzystać swoje talenty jak najpełniej. Niemniej przekroczenie „cienkiej, czerwonej linii” jest bardzo odczuwalne – nie dla samego narcyza, a dla jego otoczenia.
Istnieje prosty miernik stopnia toksyczności narcyzmu. Jest nim empatia, czyli zdolność odczuwania stanów psychicznych innych ludzi (empatia emocjonalna), umiejętność przyjęcia ich sposobu myślenia, spojrzenia z ich perspektywy na rzeczywistość. Im dany człowiek ma mniejszą zdolność do empatii, tym jego narcyzm przybiera bardziej patologiczne oblicze.
Osoby narcystyczne często szukają chwały w ryzykownych zawodach, aby zdobyć podziw i poklask otoczenia, co jest ich głównym motywem działania.
Goleman twierdzi, że niektórzy z nich mają szansę na pozytywne zachowania, o ile są otwarci na krytykę ludzi, do których mają zaufanie. Umożliwia im do adekwatne reagowanie na wymogi rzeczywistości i dokonywanie refleksji nad własnym zachowaniem i działaniem. A nawet z dystansem i humorem komentowanie swojego działania. Ci nieliczni potrafią na podstawie nowych informacji modyfikować swoje działania. Pozostaje jednak wątpliwość, czy takie osoby można dalej nazwać jeszcze narcyzami.
Szefów o niezdrowej osobowości narcystycznej można poznać po tym, że bardziej im zależy na podziwie niż na osiągnięciu długofalowych celi firmy. Podejmują śmiałe działania, nie dla osiągnięcia rezultatów, ale ich motywem jest uzyskanie chwały i aplauzu dla samego siebie.
Zazwyczaj zmierzają do osiągnięcia swoich zamierzeń za wszelka cenę nie zważając, jaki to może mieć wpływ na innych ludzi.
Ich brak empatii i egoizm powoduje, że mogą podejmować decyzje, które dla wielu ludzi są osobistą katastrofą (często dla większości członków organizacji), kiedy na przykład zamykają lub sprzedają firmę, powodowani wyłącznie swoim interesem, nieczuli na losy innych.
Problemem narcyza jest brak poczucia własnej wartości, dlatego jego działanie jest cały czas skierowane na jej bezustanne jej potwierdzanie. Powoduje to nieumiejętność dojrzałego przyjmowania krytyki a wszelkie zgłaszane wątpliwości odbierają jako ataki na siebie i swoją pozycję.
Ta obawa przed krytyką skutkuje lękiem przed poszukiwaniem obiektywnych danych płynących z otoczenia, które mogą być zagrażające. Niechęć do słuchania innych powoduje pośrednio nieumiarkowaną skłonność do pouczania wszystkich wokół siebie.
Nie można bezkarnie nie liczyć się z sygnałami ostrzegawczymi płynącymi z otoczenia czy zdaniem innych i kierować się głównie pragnieniem poklasku. Narcystyczni przywódcy oczekują tylko i wyłącznie informacji potwierdzających ich doskonałość i wyimaginowany wspaniały obraz a pracownicy szybko się uczą, że lepiej jest zmieniać i naginać prawdę do oczekiwań osób stojących wyżej w hierarchii, bo mówienie prawdy może doprowadzić do daleko idących kłopotów.
Coraz częściej organizacje staja się swego rodzaju „targowiskiem próżności” a najlepsza droga do kariery jest po prostu schlebianie szefom. Pochlebstwu i lizusostwo to najskuteczniejsza droga do regularnego awansowania. Jeżeli większość pracowników w organizacji dojdzie do wniosku, że takie zachowanie jest jedynie słuszne i zacznie tak postępować, organizacja staje się przesiąkniętym wazeliniarstwem tworem narcystycznym się, w którym oryginalność, samodzielność i własne zdanie staje się kłopotliwą kulą u nogi.
Szkody, jakie przynosi organizacji podbijanie bębenka chorobliwym ambicjom szefa i lęk przed wyrażaniem własnego zdania oraz pełne nieszczerości schlebianie osobom, stojącym wyżej w hierarchii tworzą sytuację, w której zarządzanie skuteczne staje się mało realne. Warto jednak zdać sobie sprawę i z tego, że szef-narcyz tych, którzy go podziwiają, traktuje pogardliwie.
Kiedy w organizacji fałsz staje się normą (ponieważ wypowiadanie prawdy jest zbyt ryzykowne), traci ona możliwości kontaktowania się z rzeczywistością co – prędzej czy później – musi przynieść poważne kłopoty bez względu na jej potęgę czy wielkość. W historii jest na to aż nadto przykładów.  Relacje pomiędzy pracownikami stają się nieprawdziwe, ponieważ wszyscy uczestniczą w zmowie potwierdzającej złudzenie doskonałości i nikt nie potrafi i nawet nie chce powiedzieć, że „król jest nagi”. Wytwarza się coś na kształt organizacyjnej paranoi u źródeł, której leży zafałszowanie i stłumienie możliwości mówienia prawdy.
Ci, którzy próbują rozbić mur wspólnego zakłamania, narażeni są na wściekłość, ze strony otoczenia, degradację lub zwolnienie, zwłaszcza, że narcystyczni menedżerowie często są agresywni, kompletnie nie potrafiąc odróżnić i myląc zachowania agresywne i asertywne.
Typową reakcja narcyza na mówienie mu prawdy jest wściekłość, choć czasem nie może z różnych względów wyrazić jej wprost, wtedy będzie szukał do skutku sytuacji, kiedy będzie mógł się zemścić na tym, kto chciał podkopywać jego poczucie doskonałości. W organizacji pochlebców trzeba zajmować swoje miejsce w chórze inaczej sankcje będą bezlitosne. Prawda jest zbyt zagrażająca. Przecież inni istnieją tylko po to, aby go adorować i to jest jedyna dobra przyczyna ich działania.
Złości narcystycznego szefa może być bardzo groźna, ponieważ, jak wcześniej zaznaczyliśmy, poziom jego empatii jest żaden albo bardzo niski, zatem nic go nie będzie hamowało w niszczeni osoby, którą uzna za wroga. Z tych powodów dochodzi nader często do mobbingu i to w najbardziej niebezpiecznej postaci.
Osoby narcystyczne są często tak skoncentrowane na sobie, że nie są zdolne do "wyjścia poza siebie”; jeśli taka sytuacja dotknie organizację, zaczyna ona zajmować się tylko i wyłącznie własnymi sprawami. Jeśli zdarzy to się organizacji budżetowej, ucierpią na tym jej klienci, np. interesanci w urzędach, natomiast jeśli przedsiębiorstwo produkcyjne lub usługowe – przypomina to smoka, która pożera swój własny ogon. 



[1] Marcin Arciszewski, On wszystko wie najlepiej, Manager Magazin, Nr 1 (1) Grudzień 2004

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz